Amerykanie na Śląsku
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Amerykanie na Śląsku

Amerykanie na Śląsku

Gabriel Maciejewski | Coryllus

Jeśli komuś się zdaje, że obecność w Żaganiu amerykańskich czołgistów, to ewenement w dziejach Polski i Śląska, ten niestety jest w błędzie. W pracach zapomnianego już nieco, ale istotnego dla polskiej publicystyki historycznej Jerzego Łojka znaleźć możemy informacje, że w roku 1945 czołgi generała Pattona całkowicie zdewastowały gąsienicami asfalt na drodze prowadzącej od czeskiej granicy do Świeradowa Zdroju. Niestety zawrócono je, a sam generał Patton zginął w okolicznościach zwanych potocznie niejasnymi.

Śląsk leżał w orbicie zainteresowań Amerykanów właściwie od samego początku istnienia tego dziwnego państwa. USA przysłały na Śląsk w roku 1804 nie byle kogo, bo syna prezydenta Adamsa – Johna Quincy, który sam później zamieszkał w Białym Domu, jako szósty z kolei prezydent Stanów Zjednoczonych.

Pobyt Johna Quincy Adamsa na Śląsku nie miał charakteru wycieczki turystycznej. Nasz bohater był akredytowanym przy dworze berlińskim ambasadorem i oglądał zdobytą przed półwiekiem przez Prusy prowincję pod kątem przydatności jej zasobów dla rozwoju gospodarczego nowego państwa za oceanem. Ktoś powie, że to dziwne, gdzie Prusy, gdzie Śląsk, a gdzie USA? Trzeba trochę zmienić optykę, Śląsk był od czasów najdawniejszych obszarem gdzie rozkwitała produkcja tkanin, gdzie otwierano kopalnie, kamieniołomy, gdzie były dobre drogi, spławne rzeki i wysoka kultura gospodarki. Oderwany przez Fryderyka Wielkiego od Austrii w latach czterdziestych XVIII wieku, Śląsk zubożał nieco i musiało minąć kilka dekad, zanim odzyskiwać zaczął swoją dawną świetność. I wtedy właśnie pojawił się we Frankfurcie nad Odrą młody John Quincy Adams. Był to czas kiedy USA, choć już niepodległe, usiłowały zrzucić z siebie wszelkie zależności od Wielkiej Brytanii. Moment był na to odpowiedni, albowiem Londyn prowadził wojnę z korsykańskim potworem, czyli z Napoleonem Bonaparte. Najważniejszą branżą, która przede wszystkim powinna być uwolniona od zależności Londynu były tekstylia. Zbudowanie własnej bazy produkcyjnej nie było w owym czasie, w czasie kiedy mechanizacja przemysłu tekstylnego dopiero raczkowała, takie łatwe, tym bardziej, że Amerykanie musieliby konkurować z olbrzymią i tanią produkcją angielską. Śląsk zaś stał tekstyliami. Jeśli ktoś będzie kiedyś pod Jelenią Górą, niech odwiedzi małą miejscowość Jagniątkowo, gdzie znajduje się muzeum sławnego niemieckiego pisarza Gerharta Hauptmanna, autora pięcioaktowego dramatu zatytułowanego „Tkacze”. Rzecz opowiada o buncie tkaczy Śląskich z Kotliny Wałbrzyskiej i Gór Sowich, którzy usiłowali uniezależnić się od swoich patronów w latach czterdziestych XIX wieku. Powstanie wybuchło więc cztery dekady po tym jak Śląskie manufaktury odwiedził syn prezydenta USA.

Adams zamierzał zawrzeć na Śląsku korzystne kontrakty na dostawę sukna, głównie sukna dla armii. Interesowały go jednak także kopalnie i huty, ciekawiły go złoża znajdujące się w śląskich górach, a także zwyczaje ludzi i historia. To zadziwiające z jaką dokładnością i pieczołowitością ten młody Amerykanin zagłębił się w historię regionu tak odległego od jego ojczyzny. Adams usiłował zbadać wszystkie polityczne i gospodarcze zależności, wpływające na charakter Śląska i jego mieszkańców. Był człowiekiem dokładnym, precyzyjnym, ostrożnym w sądach i opiniach. Może nawet trochę zbyt kokieteryjnym wobec mieszkańców regionu. Skąd wiemy, że takimi cechami się charakteryzował? Otóż John Quincy Adams pozostawił  olbrzymią korespondencję, która dokumentuje jego pobyt na Śląsku. W zasadzie każda śląska mieścina, każdy grajdołek, znalazł miejsce w tych listach, które – adresowane do młodszego brata Toma, mieszkającego w Filadelfii – były przecież w istocie korespondencją wywiadowczą.

Jeśli idzie o edycję tych listów, postępowano z nimi nader ostrożnie. Wydano je w Londynie dość szybko, ponieważ Anglicy zorientowali się, że wizyta młodego Adamsa w Prusach i jego rajd po Śląsku mogą mieć poważne reperkusje we wzajemnych stosunkach Londyn-USA. Edycję londyńską opatrzono takim oto wstępem:

Listy te pisane były z miejscowości i w dniach, z których są datowane, przez najstarszego syna świętej pamięci prezydenta Stanów Zjednoczonych, w tym czasie amerykańskiego ambasadora w Berlinie, do jego brata Thomasa Boylstona Adamsa z Filadelfii. Jasnym będzie z ich lektury, że pierwotnie nie były przeznaczone na widok publiczny, lecz młodszy pan Adams, na prośbę pewnych dżentelmenów o wyrafinowanym smaku, którym je pokazał, pozwolił by zostały opublikowane w „Port Folio”, gazecie o różnorodnej zawartości ukazującej się w stolicy za Atlantykiem. Z tego czasopisma są one teraz przedrukowywane i przedstawiane publiczności brytyjskiej jako wierny obraz interesującej prowincji Śląska nakreślony piórem dżentelmena, uczonego i męża stanu.

Pall Mall, 24 czerwca 1804 r.

Jeśli idzie o wydania polskie, to mieliśmy jedno w roku 1992, kiedy to ukazała się niepełna wersja listów Adamsa. Drugie wydanie ukazało się nakładem Muzeum Śląskiego w Katowicach w roku 2014, ale przeszło całkowicie bez echa. Monumentalna, pięknie pod względem edytorskim zrobiona księga, zawierająca informacje i emocje rzucające całkiem nowe światło na dzieje naszego zakątka Europy, nie doczekała się ani dyskusji, ani wzmianki w prasie. Szkoda. Ja szczerze zachęcam do lektury tych pism, niejeden domorosły politykier będzie się po ich przeczytaniu długo skrobał w głowę.

Gabriel Maciejewski | Coryllus
Autor serii książek popularyzujących historię ukazujących się pod zbiorczym tytułem Baśń jak niedźwiedź. Wydawca i autor popularnego, politycznego bloga www.coryllus.pl