nowelizacja prawa autorskiego 2016 polska
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Autor – utwór – odbiorca: czyli związek skomplikowany

Autor – utwór – odbiorca: czyli związek skomplikowany

Nowelizacja prawa autorskiego wprowadza mnóstwo porządkujących i doprecyzowujących zmian, z których większość weszła w życie już w listopadzie. Jedną z ważniejszych jest kwestia tzw. dozwolonego użytku. Ustawa mówi też o ułatwieniach wobec posługiwania się prawem cytatu oraz wykorzystywaniem utworów w karykaturach i parodiach.

Dozwolony użytek pozwala na korzystanie z utworów bez uzyskania zgody właściciela praw autorskich i bez opłat na jego rzecz. Żeby móc w ten sposób skorzystać z dzieła, trzeba spełnić określone warunki. W przypadku dozwolonego użytku prywatnego korzystać z utworu mogą osoby znajdujących się w kręgu najbliższych relacji rodzinnych i towarzyskich. Natomiast dozwolony użytek publiczny dotyczy np. bibliotek, które wypożyczają książki, cytowania czyjejś pracy w innej pracy, prezentowania w szkole utworów w celach edukacyjnych, czy publikowania w sieci fotografii np. rzeźb, pomników.

Właśnie dozwolony użytek edukacyjny zostaje rozszerzony w noweli na nowe podmioty, którymi są platformy e-learningowe. Chodzi jednak tylko o te szkolenia, z których korzysta określone, zamknięte grono użytkowników. Nie dotyczy to więc kursów otwartych dla wszystkich internautów. Rozczarowującym faktem jest, że z dozwolonego użytku wciąż nie będą mogły korzystać organizacje pozarządowe, nawet w ramach działalności oświatowej.

Poza dozwolonym użytkiem – wszyscy posiadacze telefonu z dobrym aparatem wiedzą, że ciężko jest,  podczas własnych sesji zdjęciowych, uniknąć niezamierzonego wykorzystania utworu (tzw. incydentalny użytek utworów). Czasem po prostu w kadrze zmieści się jakieś ważne dzieło – i kwestie prawne z tym związane również regulują nowe przepisy.

Zmiany dotyczą również digitalizacji utworów przez różne ośrodki je gromadzące, takie jak archiwa, muzea, czy biblioteki. Mogą one tworzyć cyfrowe kopie posiadanych dzieł po to, żeby je chronić. Co więcej archiwa i różne jednostki kultury będą mogły dygitalizować i udostępniać w sieci  tzw. utwory out-of commerce, czyli wydane przed 1994 r. utwory, których nijak nigdzie nie dostaniecie, bo się ich już nie sprzedaje. Będą mogły to zrobić na podstawie umów licencyjnych.

Tak więc dopóki istnieje internet, nasze książki są bezpieczne. Szkoda, że nie wymyślono takich praw w starożytności, zanim spłonęło kilka zasobnym bibliotek…

Agata Jagielska
Dziennikarka z zainteresowaniem obserwująca aktualne wydarzenia. Związana z mediami elektronicznymi i blogosferą.