Polityka, Wybory, Gospodarka, Polska
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Co Beata Kempa chce sprzedać ciemnemu ludowi

Co Beata Kempa chce sprzedać ciemnemu ludowi

Krzysztof Osiejuk | Toyah

To że jesteśmy masą anonimowych ludków, potrzebnych tym, którzy rządzą, lub rządzącym ewentualnie towarzyszą w realizacji jakichś nieznanych nam interesów, wyłącznie do tego, by raz na jakiś czas posłużyć jako demokratyczne alibi, podejrzewaliśmy już od dawna. Nie zmienia to jednak faktu, że za każdym razem gdy jak na dłoni widzimy ów kompletny, graniczący wręcz z pogardą, brak szacunku, czujemy się w większym lub mniejszym stopniu zaskoczeni. No bo to, co o nas myślą i jak nas widzą tamci, których właśnie szczęśliwie od władzy odsunęliśmy, jest dla nas jasne i niewymagające nawet zadumy. Ta sprawa jest ostatecznie zamknięta. Wygląda jednak na to, że, przynajmniej gdy chodzi o relację na linii elita – obywatel, między jednymi a drugimi nie ma najmniejszej różnicy. I ci i tamci uważają nas za nic więcej jak właśnie anonimowych ludków, którzy mogą jedynie służyć jako bardzo skuteczne usprawiedliwienie dla utrzymania przez nich władzy.

Mam wrażenie jednak, że owa bezczelna protekcjonalność, z jaką oni ostatnio się do nas zwracają, przekracza wszystko to, z czym mieliśmy wątpliwą przyjemność spotykać się wcześniej. Oto w ostatnich tygodniach wywiadu telewizji TVP Info udzieliła szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Beata Kempa, i poproszona o komentarz w sprawie najnowszego sondażu, w którym Prawo i Sprawiedliwość wyprzedza znacznie Platformę Obywatelską, powiedziała co następuje (cytuję dosłownie):

Myślę że przede wszystkim warto spojrzeć na tendencję, a ta potwierdza, że preferencje Polaków, czy… bo to Polacy odpowiadają na pytania, które zadaje sondażownia, zadają ankieterzy, pokazują że potwierdzają ten projekt zmiany na dobrą zmianę, na jaką umówiliśmy się podczas naprzód kampanii wyborczej, ale i też program, na który umawialiśmy się konsekwentnie realizując go dzień po dniu już niemal przez 2 lata i to że ta realizacja tych konkretnych zmian, czyli tych zmian, o których mówiliśmy, czy 500 plus, program 500 plus, ale i też program zmian w polskiej gospodarce, program zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości tam bardzo ważny przywracający sprawiedliwość, rusza za chwilę komisja weryfikacyjna, czyli przywracająca ową sprawiedliwość chociażby tutaj w stolicy, ale za chwilę widzimy, że chyba i w innych miastach ten problem się potwierdza, ale i też kwestia mieszkanie plus, polityka w sprawie naszych seniorów i wiele wiele wiele jeszcze innych spraw, które nie zostały załatwione po 89 roku, bo to jest niezwykle ważne, że wiele spraw już dawno Polacy powinni odczuwać, że po 89 roku powinni czerpać z owoców transformacji a nie wciąż rozumieć, że mają zaciskać pasa, bo mamy transformację, czyli na czasach transformacji tak naprawdę uwłaszczyło się bardzo wąska grupa… korzystała z tych czasów bardzo wąska grupa, a cała rzesza, miliony właściwie, Polaków, a w szczególności tych, przed którymi dzisiaj chylimy czoła, czyli ci którzy wywalczyli wolność, którzy tą wolność, za tą wolność tak naprawdę bardzo cierpieli, oni, ich rodziny, ten dziesięcio-ponad-milionowy związek wielu ludzi, oni tak naprawdę czekali też na tą, na tą, na owoce tej transformacji”.

Ktoś złośliwy powie dowcipnie, że to jest naprawdę fascynujące jak ktoś tak intelektualnie skromny, jak Beata Kempa potrafi z 255 słów zbudować jedno zdanie. A nie zapominajmy, że gdyby nie to, że dziennikarka wręcz zmusiła Kempę, by ta się wreszcie zamknęła, to zdanie mogłoby mieć być może nawet tysiąc słów. Dotychczas chyba tylko Gabriel Garcia Marquez w swojej opowieści o statku-widmo potrafił osiągnąć coś podobnego. Niestety, tu akurat nie mamy najmniejszych powodów do żartów, bo mamy do czynienia z czymś naprawdę poważnym. Proszę rzućmy okiem na to, co się tak naprawdę dzieje. Beata Kempa otrzymuje pytanie na temat ostatniego sondażu i zamiast odpowiedzieć, że, owszem, wynik ją bardzo cieszy, ale nie wolno się skupiać na sondażach, bo pracy mnóstwo i takie tam, ona nagle – jak się domyślam, kompletnie instynktownie – zaczyna czuć, że ma przed sobą bandę idiotów, którym trzeba wbić do głowy parę rzeczy, których oni inaczej nie przyswoją, no i zaczyna swoją gadkę. Mało tego. Ona nawet nie uważa, że skoro już przyszło jej wygłaszać propagandową mowę, wypadałoby się może na tyle przynajmniej postarać, by owo wystąpienie było choćby w miarę merytorycznie i formalnie spójne. Mało i tego. Ona nie uznała nawet, że skoro przed sobą ma tych, których sam jej szef określił mianem „lepszego sortu”, wypadałoby może się nieco bardziej wysilić i powiedzieć coś bardziej sensownego.

Nic z tego. Kempa przyszła do telewizji z nastawieniem, że trzeba będzie wziąć udział w kolejnym odcinku serialu pod tytułem „Dobra Zmiana”, no i odwalić swoją rolę. Jestem jednak pewien, że ona by nie zrobiła z siebie nawet w połowie takiego bałwana, gdyby na przeciwko niej posadzono jakiegoś Borysa Budkę, czy, nie daj Boże, samego przewodniczącego Schetynę. O nie! Wtedy, ona by się postarała, by wypaść jak najlepiej. Ona swoje intelektualne możliwości pokazuje choćby wtedy, gdy do swojego programu zaprosi ją Monika Olejnik, a ona wie bardzo dobrze, że tam tego typu paplanina nie przejdzie. Dlaczego? Z bardzo prostego i moim zdaniem bardzo oczywistego powodu. Otóż zarówno dla Kempy, jak i pozostałych jej kolegów kręcących się przy tak zwanej „władzy”, nie tylko red. Olejnik, ale również minister Budka, czy, nie daj Boże, sam przewodniczący Schetyna, to są dopiero poważni partnerzy. I nie łudźmy się, kiedy ona ich pogardliwie nazywa „wąska grupą”, która się na czymś tam „uwłaszczyła”, to ona wie, że oni wiedzą dokładnie tak samo jak ona, że to tylko taka retoryka, przeznaczona na użytek politycznej propagandy, a w gruncie rzeczy oni wszyscy są po tej samej stronie, tyle, że jedni dziś trochę wyżej i dalej niż ci drudzy. Prawdziwym wrogiem dla Kempy i całego tego towarzystwa od lewej do prawej jesteśmy bowiem właśnie my, a więc wyborcy, którym nie wiadomo, cholera, co strzeli do głowy, gdy przyjdzie czas, by nas poprosić o to, byśmy powiedzieli, co tak w ogóle sądzimy na temat polityki. A w związku z tym, należy na nas od czasu do czasu nas zauważyć i coś tam do nas zagadać.

Apeluję więc do nas wszystkich: miejmy na nich oko, bo większość z nich to węże, po których nie możemy się spodziewać niczego więcej jak tylko tego, że w pewnym momencie spróbują nas użyć do swoich brudnych spraw. Ja wiem, że to nie jest zadanie proste. Jednak jak wiemy, polityka to nie jest zabawa dla małych dziewczynek. Tu się kręcą osobnicy, przy których taki pedofil to przysłowiowy pikuś.

Krzysztof Osiejuk | Toyah
Anglista, autor książek, dziennikarz. Autor bloga "Toyah: Posłuchaj to do Ciebie" www.toyah.pl