Nawrócenia celebrytów, Michał Koterski, Szymon Hołownia, Obirek
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Cudowne nawrócenia celebrytów

Cudowne nawrócenia celebrytów

Gabriel Maciejewski | Coryllus

Gdybym miał wprost odpowiedzieć dlaczego pewni ludzie oraz szefowie zarządów niektórych wielkich organizacji nienawidzą Kościoła, a odpowiedź ta miałaby dotyczyć spraw ziemskich, a nie ewentualnego opętania, brzmiałaby następująco: Kościół tworzy hermetyczny rynek. To znaczy tworzył, bo dziś, jeśli odjąć misję, którą ma tu na ziemi, w sensie gospodarczym Kościół Katolicki już niczego nie tworzy. A moim zdaniem powinien. Aktywa Kościoła nie są żadnymi aktywami, ale obciążeniami, bo są to przeważnie drogie bardzo w utrzymaniu nieruchomości, których w dodatku nie można remontować bez zgody konserwatora zabytków. Jedynym dochodem księży jest taca i opłaty za sakramenty.

Dawniej, kiedy diecezje i zakony administrowały wielkimi dobrami ziemskimi wrogowie Kościoła mogli jeszcze czuć przed nim respekt. Dziś okazują jedynie lekceważenie. Mnożą się więc oskarżenia, pomówienia ataki, a odpowiedzi na to żadnej nie ma. Jeśli zaś jest spotyka się tylko z eskalacją wściekłości i zajadłości. Nie ma jednak obaw, że Kościół jako organizacja zostanie zlikwidowany przez jakieś ciemne siły. Po pierwsze – napisane jest, że bramy piekielne Go nie przemogą, po drugie ci którzy nie wierzą w bramy piekielne muszą się w Kościele trochę polansować.

Dawniej Kościół tworzył i administrował potężnymi rynkami. Gospodarstwa klasztorne produkowały mnóstwo taniej żywności, z którą nie mogły konkurować folwarki miejskie, w regionach zurbanizowanych. To było jedną z głównych przyczyn konfliktów pomiędzy Kościołem a patrycjatem. Kościół kontrolował rynek sztuki sakralnej, który był najważniejszym rynkiem, ponieważ zawierała się w nim zwizualizowana doktryna i misja. Rynek ten był niedostępny dla obcych i póki zarządzał nim Kościół nie było tam miejsca na pośredników. Co bardzo podobało się artystom, bo taki Michał Anioł dostawał gotówkę za swoje dzieła bezpośrednio od papieża, czego nie można było powiedzieć o malarzach tworzących dla dworów książęcych, królewskich i cesarskich. Treść tego rynku była dla wrogów Kościoła bluźnierstwem, a więc nie mieli oni za dużo swobody jeśli idzie o ingerencje w ten obszar. Mogli szermować co najwyżej ideami ikonoklastycznymi, albo lansować wyobrażenia inne niż religijne. Po wielu setkach lat odnieśli sukces, dziś sztuki sakralnej prawie nie ma, a ta która istnieje to ikonoklazm właśnie czyli różne koncepcje nieprzedstawiające.

Kościół jednak słaby i podupadający, ciągle atakowany stał się wygodnym tłem lansu dla telewizyjnych celebrytów. I to zarówno takich, którzy z Kościoła występują, jak i takich którzy wstępują bo poczuli gwałtowny przypływ uczuć religijnych.

Do tych pierwszych zaliczam księdza Obirka, który swego czasu opowiadał w Gazecie Wyborczej, że zwątpił w boską naturę Chrystusa. Choć całe miasto wiedziało, że owo zwątpienie wkradło się w serce księdza Obirka za sprawą pewnej pani i jej wdzięków. Oboje są dziś szczęśliwym małżeństwem. Małżonka byłego już zakonnika Obirka ma na imię Szoszana, co znaczy po hebrajsku róża, i urodziła się w Jerozolimie.

Jeśli zaś idzie o ludzi lgnących do Kościoła i jego nauki, to najświeższym przykładem na dziś niech będzie Michał Koterski, biedny i pogubiony całkiem chłopak, syn znanego reżysera Marka Koterskiego. Michał ogłosił na swoim profilu, że niebawem odbędzie się u Salwatorianów wspaniałe spotkanie z nim właśnie. Tak napisał – wspaniałe spotkanie z nim. Będzie tam opowiadał o swoim nawróceniu i drodze do Chrystusa. To jest fantastyczna wiadomość, ale ktoś Michała chyba źle poinformował. On, nawracając się i wstępując na nowo do Kościoła, nie może robić z tego show. Tak mniemam, choć mogę się mylić, bo impreza już się odbyła i księża fotografujący się z Michałem wydawali się być bardzo zadowoleni, a rzekłbym nawet, że wyglądali tak, jakby chcieli zawołać, że było, przepraszam za kolokwializm, zajebiście. Może jestem trochę staroświecki, ale nie wierzę, by ten sposób powrotu do wiary wyszedł Michałowi na dobre. Myślę, że będzie to kolejna katastrofa, a on po raz nie wiem który zdewastuje swoje emocje, oczekując po nawróceniu nie wiadomo czego.

No, ale bądźmy dobrej myśli, bo zwykle w takich razach entuzjaści zarzucają takim jak ja, że nie dają człowiekowi szansy. Nikt z ludzi nie ma takiej mocy, żeby dawać lub odbierać szanse tym, którzy chcą znów uczestniczyć we mszy świętej. Tylko oni sami mają taką możliwość. Mam przygnębiające wrażenie, że w większości przypadków, jeśli idzie o tak zwane sławy, ludzie ci dobrowolnie się tej szansy pozbawiają.

Kościół nie zarządza dziś żadnym rynkiem, ale tworzy się małe rynki w oparciu o Kościół. Mistrzem w tym, a jednocześnie mistrzem autopromocji, jest Szymon Hołownia, niedoszły zakonnik, trzykrotnie przymierzający się do nowicjatu. W końcu odnalazł się w mediach i tworzy te upiorne książki, których celem, jakże fałszywym jest uatrakcyjnienie Kościoła i jego doktryny, poprzez uczynienie jej „fajną”. Jeśli Szymon Hołownia nie jest akurat zajęty opisywaniem w przezabawny i niezwykle atrakcyjny dla młodego człowieka doktryny katolickiej, zajmuje się robieniem reportaży z oddziałów chorych na raka. Jest taka książka – Ludzie na walizkach – przygnębiająca i niesłychanie smutna. Rozumiem, że wielu osobom książki takie są potrzebne. Mi jednak nie i wolałbym, żeby Szymon Hołownia zostawił jednakowoż ostatnią pociechę w gestii księży i zakonników i nie wyręczał ich en masse z tych obowiązków. Wiem jednak, że nie mam szans na urzeczywistnienie swoich marzeń.

Za każdym razem jednak gdy widzę Szymona Hołownię w telewizji, jak opowiada o swojej misji w Afryce, gdzie pomaga biednym i chorym dzieciom, przypomina mi się przypowieść o faryzeuszu i celniku. Jedna z moich ulubionych. Wróćcie do niej, jak będziecie mieli okazje, przemierzcie tę uniwersalną scenkę do opisanej tu rzeczywistości i zapytajcie sami siebie, czy nie mam racji.

Gabriel Maciejewski | Coryllus
Autor serii książek popularyzujących historię ukazujących się pod zbiorczym tytułem Baśń jak niedźwiedź. Wydawca i autor popularnego, politycznego bloga www.coryllus.pl