Reforma edukacji w Polsce 2017 PiS Dobra zmiana
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Dlaczego polska szkoła nie powinna się bać Dobrej Zmiany

Dlaczego polska szkoła nie powinna się bać Dobrej Zmiany

Krzysztof Osiejuk | Toyah

Ostatnio moja córka zadała mi pytanie, o co tak naprawdę chodzi z tą reformą edukacji. U niej akurat owo zainteresowanie w żadnej mierze nie wynika z tego, że ona się czuje adresatem tej reformy. Jest wręcz odwrotnie. Ona już dawno do szkoły chodzić przestała i jeśli dziś o niej myśli, to już bardziej z ową szczególną nostalgią, w jaką wraz z upływem czasu każdy z nas musi któregoś dnia popaść. A ja muszę przyznać, że w tym momencie, kiedy już nie mogłem tematu zbyć tradycyjnym machnięciem ręki, nagle sobie uświadomiłem, że poza likwidacją gimnazjów, nic mi dodatkowego do głowy nie przyszło. Naturalnie więc, kiedy jej powiedziałem o tych gimnazjach, ona nie odpuściła i powiedziała: „To wiem, ale co jeszcze?” No a ja na tym pytaniu oczywiście już musiałem utknąć.

Bo fakty są takie, że w rzeczy samej tak naprawdę, cokolwiek byśmy mówili dobrego o działaniach rządu Dobrej Zmiany, jakkolwiek byśmy nie bronili premier Szydło i jej ministrów, jeśli się na poważnie wsłuchać w słowa, które do nas docierają na temat szkoły, jaką dostaniemy w wyniku wprowadzanej reformy, to tam tak naprawdę nie ma nic. I ja się obawiam, że nie ma nic nie dlatego, że minister Zalewska jest zbyt leniwa, głupia, lub tym bardziej ma złe intencje, ale dlatego, że polska szkoła to coś, co się może już tylko zwijać i nawet zespół najwybitniejszych i najbardziej oddanych sprawie specjalistów nic tu nie pomoże.

Niedawno na swoim blogu napisałem, że poziom poszczególnych szkół w żadnym wypadku nie zależy od nauczycieli, bo oni akurat są wszyscy mniej więcej tacy sami, a wraz z upływem lat raczej gorsi niż lepsi. To czy szkoła jest dobra, czy zła, zależy wyłącznie od poziomu reprezentowanego przez uczniów, a ten z kolei zależy wyłącznie od indywidualnych, często wrodzonych, talentów, od domu rodzinnego, wychowania przez rodziców, od Kościoła, od kolegów z jakimi się spotykamy, czy wreszcie od inspiracji, jaką czerpiemy z filmów, książek, czy piosenek. A zatem to, czy uczeń jest dobry, czy zły też nie zależy od nauczyciela, z tego prostego względu, że nauczyciel jedyne co może zrobić, to ucznia zepsuć, a i to praktycznie tylko w teorii.

Kiedy o tym myślałem, przypomniała mi się pewna historia sprzed lat, która już wtedy zrobiła na mnie wrażenie, a dziś jest moim zdaniem nadal bardzo aktualna i tu nam dziś może znakomicie służyć jako ilustracja problemu.

Oto swego czasu pewną karierę w Internecie zrobił filmik, gdzie możemy zobaczyć, jak w jednej ze szkół w Teksasie trwa lekcja historii i oto nagle któryś z uczniów, zostaje wyrzucony z lekcji za krytykowanie stosowanych przez nauczycielkę metod nauczania. Widzimy więc owego ucznia, jak stoi w drzwiach i jeszcze zanim opuści klasę, kieruje w stronę nauczycielki słowa o takiej sile, że ja osobiście nawet sobie nie wyobrażałem, że mogą paść ze strony w gruncie rzeczy jeszcze dziecka.

W czym rzecz? Poszło mianowicie o to, że nauczycielka, według najbardziej prymitywnego, od lat narzucanego przez metodyków standardu, najpierw wręczała uczniom przygotowane na zewnątrz testy, które ci najpierw mieli za zadanie opracowywać w domu, a następnie wspólnie z ową nauczycielką omawiać podczas lekcji. No więc w pewnym momencie ów chłopak nie wytrzymuje i apeluje do nauczycielki, by może wkładała w swoją pracę więcej serca, zamiast ograniczać się do dostarczania tych testów, a następnie informowania, czy dane rozwiązanie jest złe, czy dobre. No i za to zostaje wyrzucony z lekcji.

Całe wystąpienie tego dziecka trwa oczywiście dłużej, ja natomiast przytoczę tu najistotniejszy fragment:

Żeby choć jeden raz przyszło pani do głowy, by wstać i nas czegoś nauczyć, zamiast zarzucać nas tymi głupimi testami. Przecież tak nie nauczy nas pani niczego. My potrzebujemy kontaktu, twarzą w twarz. Jeśli pani chce, byśmy tu przychodzili z przyjemnością i żebyśmy się czegoś nauczyli, niech nas pani zainteresuje. Jeśli chce pani sprawić, że staniemy się lepsi, musi pani kurde dotknąć naszych serc, a nie tylko powtarzać nam wciąż, że mamy się zmienić”.

No i na sam koniec jeszcze to: „Tu chodzi o przyszłość naszego kraju i moje wykształcenie”.

Dlaczego myślę, że to jest coś naprawdę dużego? Oczywiście nie dlatego, że uczeń zwymyślał nauczyciela. W czasach gdy nauczyciele w konfrontacji z uczniem stoją na pozycjach jednoznacznie przegranych, czy to przez zagrożenie fizyczne, czy zwykłą świadomość bezsensu tego co robią, to że któreś z tych dzieci na nie nawrzeszczy, to naprawdę nic takiego. To, czym mi ów chłopak zaimponował, to fakt, że przedstawił moim zdaniem wręcz doskonałą syntezę Systemu, i tego, jak on traktuje ucznia. Owej okropnej metody, gdzie ani przez moment nie spogląda się mu w oczy. Krzyczy więc do swojej nauczycielki: „Niech pani przynajmniej spojrzy tym dzieciom w twarz”, a ona wciąż, jak robot, powtarza: „Proszę wyjdź”.

Półtora roku temu doszło w Polsce do politycznej zmiany warty. Tak zwani „nasi” objęli władzę i, jak możemy to oglądać każdego dnia, wstrząsy, jakie po tym wydarzeniu nastąpiły, nie ustają. Przeciwko nowej władzy protestują praktycznie wszystkie środowiska, z nauczycielami niemal na pierwszym miejscu. Otóż ja mam dla nich wiadomość, która powinna ich uspokoić: nie ma powodu do obaw. Po pierwszych zawirowaniach wszystko wróci do normy, a wy nadal będziecie mogli robić to, co umiecie robić najlepiej, czyli sprawdzać zadania domowe i z większym lub mniejszym sukcesem udawać srogich.

Krzysztof Osiejuk | Toyah
Anglista, autor książek, dziennikarz. Autor bloga "Toyah: Posłuchaj to do Ciebie" www.toyah.pl