Kłamstwa w Nesach, fałszywe wiadomości, fake news, Papież Franciszek interpretacja.
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Do czego mediom służy Papież Franciszek

Do czego mediom służy Papież Franciszek

Krzysztof Osiejuk | Toyah

Niedawno papież Franciszek ponownie zabrał głos w sprawach kondycji w jakiej znajdujemy się my z naszą Wiarą i oczywiście, tak jak to bywa w przypadku większości wypowiedzi papieża, w jednej niemal chwili podniosła się odpowiednia wrzawa. Co zatem takiego powiedział Franciszek, że niemal całe światowe media uznały za stosowne nas o tym poinformować? Otóż myśl papieska była taka, że na niektórych z nas nie ma kary, bo przez swoje zachowanie dajemy złe świadectwo, kompromitujemy naszą wspólną katolicką wiarę i w efekcie doprowadzamy do tego, że tu i ówdzie pojawiają się głosy, że „lepiej jest być ateistą niż zakłamanym katolikiem” (to prasa światowa), ewentualnie, że „lepiej jest być ateistą, niż chrześcijaninem” (to już nasz tvn24.pl), czy wreszcie „lepiej być ateistą, niż hipokrytą” (to już z kolei Radio Zet). A to jest grzech straszny. Tymczasem, wspomniane media zacytowały te słowa jako głos Franciszka. Czy to brytyjski „Guardian”, czy nasz TVN, czy kto tam jeszcze postanowił sprawę skomentować, swoje doniesienie zaczynał niezmiennie od frazy „Papież Franciszek: lepiej…”, no i dalej już wedle uznania tych, którzy lepiej płacą.

Ile razy znajduję przykład bardziej bezczelnej manipulacji czy to naszych mediów, czy mediów światowych, w pierwszym odruchu oczywiście mam ochotę protestować, jednak po chwili się reflektuję i wyjaśniam sobie, że to jest coś, co nas tak naprawdę już od dawna nie dotyczy, na co nie mamy wpływu i z czym tak naprawdę nie powinniśmy się brać za bary, bo i tak tego starcia nie wygramy. I przyznam z dumą, że radzę sobie z tym czymś dość dobrze, co muszą przyznać wszyscy ci, którzy lubią odwiedzać prowadzony przez mnie blog. Naprawdę bowiem nie znajdziemy tam zbyt wielu tekstów, gdzie przyszło mi zgłaszać pretensje pod adresem mediów, że one manipulują. Tym razem jednak – może przez to, że, jak widać, doszło do przekrętu na skalę światową – nie wytrzymałem.

O co tym razem mi chodzi? Otóż uważam, że o ile – a przyznaję to z autentycznym smutkiem – papież Franciszek w swoich kolejnych wypowiedziach wielokrotnie nie zachował, czy to odpowiedniej językowej precyzji, czy może ostrożności, by uniknąć owego ataku ze strony tych, którzy tak naprawdę życzą mu jak najgorzej, to tym razem powiedział on dokładnie to, co powiedzieć należało. A ta banda oszustów i tak znalazła sposób, by go w naszych oczach skompromitować.

Od lat, dzień po dniu, zalewani jesteśmy wszelkiego rodzaju informacjami i ci z nas, którzy zostali wychowani w wierze, że są granice kłamstwa, których przekroczyć nie wypada, no a przede wszystkim się nie da, regularnie przyjmujemy jako wiarygodne kłamstwa, których bezczelność, gdybyśmy umieli ją przejrzeć, by nas wręcz powaliła. I tak się to ma w przypadku wspomnianej na początku informacji na temat rzekomej wypowiedzi papieża Franciszka.

Pamiętajmy więc, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie znają wstydu, a którzy jednocześnie są na tyle zdesperowani, by działać w przekonaniu, że liczy się tylko to, co się dzieje w tym momencie, a gdy chodzi o jutro, to równie dobrze ten świat może się skończyć. W tej sytuacji, nie pozostaje nam nic innego jak nie pozwolić sobie wydrzeć tego, bez czego pozostaniemy kompletnie bezbronni, a więc też tego, co papież Franciszek, w pewnym sensie bohater dzisiejszej notki, tak pięknie swego czasu nazwał „rozeznaniem”.

Krzysztof Osiejuk | Toyah
Anglista, autor książek, dziennikarz. Autor bloga "Toyah: Posłuchaj to do Ciebie" www.toyah.pl