Emeryture, IKE, IKZE, OFE, Polska, ZUS porady prawne prawo i pieniądze
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Jak nie głodować na emeryturze?

Jak nie głodować na emeryturze?

Józef Amiens

Coraz mniej osób wierzy w to, że na emeryturze będzie leżeć pod palmami albo beztrosko podróżować po świecie. Narasta w nas raczej obawa, że będzie to czas walki o byt i biedowania za marne grosze. I choć wielu ludzi temat całkowicie bagatelizuje, kwitując popularnym „Ja i tak nie dożyję”, prawda jest brutalna – większość z nas dożyje i będzie mieć bardzo niską emeryturę od państwa, przy której nasi dziadkowie będą się nam wydawać krezusami.

Temat naszych przyszłych emerytur coraz częściej przewija się przez media, ostatnio za sprawą obniżenia wieku emerytalnego, a będzie on zapewne ponownie na tapecie, gdy rząd PiSu dokona wreszcie trzeciego, ostatniego rozbioru Otwartych Funduszy Emerytalnych (dwa pierwsze rozbiory OFE były dziełem rządu Donalda Tuska – reformy były destrukcyjne nie z powodu doskonałości samych OFE, które wiele pozostawiały do życzenia, ale z powodu doraźności przyjętych rozwiązań – nie chodziło bowiem o żadne zapewnienie lepszego bytu przyszłym emerytom, a jedynie o załatanie deficytu budżetowego). Pewnie zatem niedługo znów usłyszymy zewsząd opinie ekspertów, że trzeba oszczędzać samodzielnie na swoją emeryturę. Opinie, jak na ironię, w większości głoszone przez ludzi, którzy i tak będą mieć dużo pieniędzy i przed i po przejściu na emeryturę. Przeciętny człowiek, któremu Zakład Ubezpieczeń Społecznych co miesiąc zabiera jedną czwartą wynagrodzenia, musi poradzić sobie sam z tym problemem.

Co więc możemy zrobić, żeby nie być na emeryturze skazanym wyłącznie na marne grosze z ZUS-u? Oto kilka pomysłów:

– oszczędzanie samodzielne w wersji bezpiecznej: Można to oczywiście robić w sejfie albo w materacu, ale osobiście jednak polecam korzystać z ofert bankowych, żeby mieć od pieniędzy choć minimalne odsetki. Oczywiście ostrożnie – tylko depozyty z gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, w najlepiej w kilku różnych bankach, żeby zmniejszyć (relatywnie i tak niewielkie) ryzyko. Zakładamy konta oszczędnościowe lub lokaty terminowe i nie dajemy sobie wcisnąć żadnemu „doradcy” jakieś cudownej oferty, na którą nas usilnie namawia (a będzie namawiał, jak już zobaczy, że trochę pieniędzy uzbieraliśmy). Oszczędzamy mniej lub bardziej regularnie i wykorzystując magię procentu składanego stale zwiększamy swoje środki finansowe. No i oczywiście nie możemy tych pieniędzy wydawać na bieżące potrzeby. Trudne? Ale możliwe – jeśli będziemy konsekwentni przez kilkadziesiąt lat, pozwoli nam to zgromadzić całkiem pokaźny kapitał na emeryturze;

– oszczędzanie samodzielne w wersji ryzykownej: kto nie ma cierpliwości do składania grosza do grosza, może próbować budować kapitał w sposób bardziej ryzykowny. Inwestowanie na giełdzie nie jest trudne, choć wymaga ono trochę kapitału (3 tysiące złotych to niezbędne minimum na pierwszą próbną inwestycję), nieco czasu i bardzo silnych nerwów. Nie musimy od razu kupować akcji jakichś nieznanych spółek, które są zachwalane jako perspektywiczne (tu już trzeba mieć trochę wiedzy), wystarczą akcje największych spółek o dużym wolumenie obrotów, czyli WIG30, które w dłuższej perspektywie czasowej (a taka nas interesuje) rosną średnio lepiej niż gospodarka, a dodatkowo zarobimy trochę na dywidendach. Najlepiej kupić akcje kilku lub kilkunastu spółek, żeby zmniejszyć ryzyko i stale coś dokupować. Gdzie jest haczyk? Otóż, jest on w momencie wyjścia z inwestycji, może się bowiem zdarzyć tak, że gdy będziemy chcieli sprzedać te akcje, właśnie będzie trwała na giełdzie bessa. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać stan indeksów w konkretnym momencie naszego przejścia na emeryturę. Bezpieczniejsze jest kupno długoterminowych obligacji skarbowych, które przyniosą nam mniejszy, choć pewny zysk gwarantowany przez państwo polskie (tak, wiem, że przed wojną ludzie tak samo myśleli o obligacjach skarbowych!);

– wykupienie jednostek uczestnictwa w funduszu – gdy kompletnie nie znamy się na inwestycjach, można zaangażować nasze oszczędności w fundusz. Osobiście nie polecam takiego rozwiązania – w przypadku akcji WIG30 czy obligacji mamy bowiem to samo, co możemy sami zarobić minus koszty zarządzania. Gdy zaś chodzi o bardziej skomplikowane fundusze, oparte np. na rynkach wschodzących czy surowcach, musimy mieć sporą wiedzę, żeby nie dać się oszukać i dokładnie przeczytać wszystkie dokumenty. A jeżeli jakiś „doradca” zaproponuje nam kontrakty terminowe lub Forex, trzeba jak najszybciej zakończyć z nim rozmowę, o ile nie mamy naprawdę specjalistycznej wiedzy (a jeśli taką wiedzę mamy, to doradca nam potrzebny i tak nie jest);

– założenie IKE lub IKZE – czyli Indywidualnego Konta Emerytalnego lub Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. W uproszczeniu mówiąc, obie te formy są „opakowaniami” poprzednio opisanych form oszczędzania, które pozwalają na zwolnienie nas z podatku od zysków kapitałowych (19%) pod warunkiem, że wypłacimy nasze oszczędności dopiero po osiągnięciu wieku emerytalnego. IKE jest opłacalne, o ile faktycznie regularnie oszczędzamy na emeryturę i jeśli wybierzemy odpowiednią dla nas formę oszczędzania (najlepiej wybrać w tym przypadku bezpieczne fundusze oparte na obligacjach). Oczywiście i tu nie unikniemy opłat za zarządzanie naszymi pieniędzmi, dlatego przez założeniem takiego rachunku, trzeba dokładnie wypytać o wszelkie prowizje za wpłatę i za zarządzanie. IKZE ma podobną formułę, a tą różnicą, że przy wypłacie pieniędzy na emeryturze, trzeba zapłacić podatek 10% (do niedawna był to zwykły podatek dochodowy, a to czyniło tę formę oszczędzania właściwie nieopłacalną). W obu przypadkach nasze wpłaty (do pewnych limitów) możemy odliczyć od podatku przy zeznaniu rocznym, czyli składając swój PIT;

– inwestycja w nieruchomości – kupno mieszkania/mieszkań na wynajem większości wydaje się najlepszym zabezpieczeniem emerytalnym. Oczywiście, jest to doskonały dochód pasywny – nasz kapitał przynosi nam stały dochód przy naszym minimalnym zaangażowaniu. Dochód ten odkładamy i za jakiś czas jesteśmy w stanie kupić kolejne mieszkanie na wynajem… Do emerytury da się uzbierać w ten sposób pokaźny kapitał. Jest jednak kilka „ale”. Po pierwsze, kupno mieszkania (nawet kawalerki) wymaga już konkretnych pieniędzy, które najpierw trzeba zarobić i odłożyć. Po drugie, nasz dochód pomniejszą w dłuższej perspektywie remonty mieszkania i przerwy na poszukiwania nowego najemcy. Po trzecie, o czym mało kto pamięta, nie ma gwarancji, że za 30-40 lat ktoś to mieszkanie od nas wynajmie. Wszak ludność Polski ciągle się zmniejsza, a mieszkania ciągle powstają nowe. Jeśli więc myślimy o inwestycji długoterminowej, to trzeba wybrać mieszkanie w dużym mieście i w dobrej dzielnicy. Inny sposób to inwestycja w lokal usługowy, choć tutaj trzeba dysponować jeszcze większym kapitałem i rozeznaniem rynku;

– zostanie sędzią, prokuratorem, mundurowym, górnikiem lub księdzem – nadal są zawody, które dzięki swoim przywilejom, nie muszą się martwić niskimi emeryturami. A żaden rząd nie jest w stanie nic z tym zrobić. Jeśli więc jesteś młody i zastanawiasz się nad wyborem zawodu, to pomyśl też o tym w kontekście przyszłej emerytury;

– praca jak najdłużej – rachunek jest prosty – im później przejdziemy na emeryturę, tym więcej składek odłożymy w ZUS-ie i tym krócej będziemy żyć na emeryturze. A więc dostaniemy więcej emerytury miesięcznie. Problemem jest nasz przyszły stan zdrowia i rodzaj wykonywanej pracy, a także to, czy swoją pracę lubimy. Zazwyczaj na emeryturę nie wybierają się za szybko nauczyciele akademiccy, aktorzy, politycy czy urzędnicy. Jeśli zaś naszym zawodem jest bycie kasjerką czy kierowcą zawodowym, możemy wręcz odliczać dni do emerytury, nawet najmarniejszej, byle tylko nie trzeba było chodzić do pracy. Jest jeszcze gorzej, jeśli po 50-tce jesteśmy bezrobotni. Praca jak najdłużej nie jest więc wcale uniwersalnym rozwiązaniem, jak nam próbują wmówić eksperci, tym bardziej, że w podeszłym wieku często jesteśmy wręcz wypychani przez pracodawcę na emeryturę (niby to nielegalne, ale są na to sposoby). W naszym kraju nadal nie są powszechne takie elastyczne formy zatrudnienia, jak praca na niepełny etat czy telepraca, które mogłyby pomóc osobom w wieku emerytalnym nadal być aktywnym zawodowo niekoniecznie na pełnych obrotach w młodym i dynamicznym zespole;

– przeprowadzić się na emeryturę do tańszego kraju – jeśli ktoś lubi ryzyko, to jest jakieś rozwiązanie. Nasza minimalna emerytura jest wyższa od ukraińskiej średniej pensji, a w Egipcie można kupić całkiem przyzwoity dom w cenie kawalerki w Polsce. Minusy to rozłąka z najbliższymi (na starość szczególnie dotkliwa), niekoniecznie bezpieczne otoczenie i dużo gorszy stan lokalnej służby zdrowia (a starsza osoba częściej potrzebuje lekarza);

– sprzedać swoje mieszkanie – jeśli nie mamy dzieci lub nie utrzymujemy z nimi zażyłych relacji, zawsze spróbować można na starość „przehulać” swoje mieszkanie (do grobu go nie zabierzemy przecież). Można to zrobić na własną rękę lub przy pomocy banku i tzw. hipoteki odwróconej (w tym drugim przypadku odzyskamy jednak tylko ok. 1/3 wartości swojej nieruchomości). Wymagane oczywiście jest zrobienie tego z głową, żeby nie skończyć w przytułku, ale słyszałem kiedyś historię staruszki, która po sprzedaży swojego mieszkania… zamieszkała na statku wycieczkowym!

Gdy już wszystkie sposoby zawiodą i na emeryturze ZUS wypłaci nam głodowe pieniądze, pozostaje nam… zagłosować na partię, która obieca wówczas radykalną podwyżkę emerytur! Teraz to oczywiście czysta abstrakcja, ale za jakieś 40 lat emerytalnych biedaków będą miliony, więc taka partia będzie na pewno miała wysokie poparcie. A że będzie się to wiązało ze znaczną podwyżką podatków dla młodych pracujących? Cóż, winny temu będzie system, oparty na piramidzie finansowej, w której młodzi pracują na emerytury starszych, zamiast pracować na swoje. System, który wraz ze starzeniem się społeczeństwa stracił rację bytu, który dziś już trzeszczy, a z którym nikt nie jest w stanie nic sensownego zrobić.

Józef Amiens
Zawodowo kontroler projektów unijnych i ekspert oceniający wnioski. Naukowo wieloletni doktorant nauk ekonomicznych. Z zamiłowania historyk i obserwator życia publicznego.