Polskie obozy, naziści, Niemcy, kłamstwo, Sowieci
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Naziści i polskie obozy

Naziści i polskie obozy

Józef Amiens

Jeśli chcesz w łatwy i mało wyrafinowany sposób obrazić Polskę i Polaków, wystarczy użyć sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Każdy, kto choć w jakiejś części czuje się związany z polskością, poczuje się tym urażony. Ten zaś, kto się zdobędzie na głębszą refleksję, poczuje smutek i jakąś niesprawiedliwość dziejową, że naród, który został tak strasznie skrzywdzony podczas II wojny światowej, dziś jest stawiany często po tej samej stronie barykady, co bliżej niesprecyzowani „naziści”.

Czy my jesteśmy na tym punkcie rzeczywiście przewrażliwieni? W końcu gro przypadków „polskich obozów” nie musi wcale wynikać z chęci obrażenia naszego narodu i zrzucenia na niego winy za Holokaust. To najczęściej po prostu niedbałe skróty myślowe na określenie obecnych muzeów i miejsc pamięci, które leżą na terenie dzisiejszej Polski. Niemniej jednak ten zbitek słowny w dłuższej perspektywie może być groźny i przyczynić się do zaciemnienia prawdy historycznej. W końcu nasze pokolenie pamięta, kto był kim podczas II wojny światowej. Być może będą to pamiętać także nasze dzieci i wnuki. A co potem? Czy dziś przeciętny człowiek pamięta, kto z kim walczył podczas wojny północnej albo wojny krymskiej? Tak samo kiedyś będą nasi potomkowie traktować wydarzenia z XX wieku. Wszędzie będą mieć mnóstwo niezrozumiałych dla nich pomników i tablic… no i właśnie „polskie obozy”.

Wyeliminowanie „polskie” z określenia obozów to jednak nie wszystko. Dla zachowania prawdy historycznej zawsze i bez fałszywej politycznej poprawności powinniśmy podkreślać, że te obozy są niemieckie, a nie tylko nazistowskie. Taka sama sytuacja – dla nas jest oczywiste, że naziści to Niemcy, a Niemcy to naziści. Ale dla kilku pokoleń po nas „naziści” będą brzmieć jak jakaś rasa kosmitów tudzież jakiś odłam Polaków. Z tymi nazistami tak to już jest, że ich potomkowie nie za bardzo się z nimi utożsamiają, więc przykleić się mogą oni kiedyś do kogokolwiek innego.

Paradoksalnie niechęć Niemców do przyznawania się swojej nazistowskiej przeszłości wynika z dobrze przeprowadzonego procesu rozliczenia się tą przeszłością. Mimo wielu przypadków uniknięcia odpowiedzialności przez wojennych zbrodniarzy, sami Niemcy jako naród równocześnie z przegraną wojną całkowicie odrzucili nazizm. Gdyby którykolwiek polityk niemiecki odwołał się dziś do idei narodowego socjalizmu albo pochwalił za coś Hitlera, z miejsca byłby skończony w życiu publicznym. To odrzucenie nazizmu przybiera czasem tak absurdalne rozmiary, że całkiem poważnie rozważane są takie kwestia jak np. czy można wywiesić niemiecką flagę w trakcie meczu reprezentacji, czy nie będzie to aby przypadkiem przejawem niedobrego nacjonalizmu. Taką samą genezę ma pewnie promowanie w Niemczech idei multikulturalizmu i posunięta do dalekiej przesady otwartość na islamskich imigrantów. Tak na marginesie to wykorzenienie z Niemców tradycyjnego patriotyzmu wcale nie oznacza, że ich kraj jest przez to słabszy. Powojenna Republika Federalna szybko skompensowała sobie te braki sukcesami państwa na polu ekonomicznym, co finalnie uczyniło z tego kraju prawdziwą potęgę gospodarczą, z którą muszą się liczyć inne kraje Europy i świata.

Jak widać, Niemcy tak bardzo odrzucili nazizm, że wręcz wyparli się „pamiątek” po nim w postaci swoich obozów, oddając je nazistom. My jednak jako przymusowi depozytariusze tychże obozów mamy w obowiązku do znudzenia i bez końca przypominać, że naziści to Niemcy i tylko Niemcy (różni sojusznicy Niemców to już nie są naziści, ale kolaboranci, choć i sama kolaboracja z Niemcami nie zawsze oznaczała współudział w ich zbrodniach). Sami zaś wystrzegajmy się słowa „naziści” bez wyraźnego odniesienia do Niemiec.

Czy skoro razi nas zastępowanie Niemców nazistami, możemy używać określenia „Sowieci” na naszego wschodniego najeźdźcę? Cóż, tutaj sprawa wygląda zupełnie inaczej. O ile każdy nazista to Niemiec, o tyle nie możemy takiej analogii zastosować wobec Sowietów i Rosjan. Z kilku przyczyn. Po pierwsze, Niemcy dobrowolnie w demokratycznych wyborach wybrali nazistów (NSDAP). Rosjanie zaś (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) zostali przez Sowietów podbici i sterroryzowani. Proces ten był długotrwały, krwawy i wyniszczający. Trwał od rewolucji październikowej, poprzez wojnę domową, aż do ostatecznego zwycięstwa komunistów w połowie lat 20. XX. w, które potem umocnione zostało przez zbrodniczy aparat represji. Dużo Rosjan i innych narodów Imperium Rosyjskiego walczyło z nieludzką ideologią miejscami nawet z sukcesami, w końcu jednak ich opór został złamany poprzez rozstrzeliwania, łagry lub przymusową emigrację. Po drugie, Sowieci to nie tylko Rosjanie (choć ich było najwięcej), to także Gruzini, Polacy (np. Dzierżyński) czy Ukraińcy, a przede wszystkim przedstawiciele „narodu wybranego”. Idea komunistyczna ma bowiem wpisany w swoje założenia internacjonalizm i nie jest przypisana do konkretnego narodu. A w przypadku byłego Imperium Romanowów narodów było naprawdę sporo. Po trzecie, Rosjanie upodleni przez lata sowieckiej niewoli dziś mają duży sentyment do czasów Związku Sowieckiego i raczej nie ma mowy o zapomnieniu o tym dziedzictwie (co potwierdza choćby fakt niezmiennego fetowania mumii Lenina w centrum Moskwy). Nie ma zatem ryzyka, że ktoś kiedyś zacznie Sowietów utożsamiać jednoznacznie z Polakami czy z jakimś plemieniem afrykańskim.

Pamiętajmy zatem, żeby podkreślać niemieckość obozów ulokowanych w Polsce, a we wrześniu każdego roku wspominać o agresji niemieckiej i sowieckiej. Okrutna geopolityka sprawia, że mimo niemal całkowitej zagłady naszego narodu podczas II wojny światowej, nieustannie musimy przypominać światu, kto nam to zrobił i jak się poprawnie nazywał.

Józef Amiens
Zawodowo kontroler projektów unijnych i ekspert oceniający wnioski. Naukowo wieloletni doktorant nauk ekonomicznych. Z zamiłowania historyk i obserwator życia publicznego.