Jak zostać ekologiem w Polsce?
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Nie każdy może zostać ekologiem

Nie każdy może zostać ekologiem

Od dobrej dekady w Polsce (a na świecie od ponad 25 lat) mamy wysyp prawdziwych miłośników ochrony przyrody – popularnie zwanych ekologami. Drżą przed nimi największe przedsiębiorstwa na świecie i pani Zosia z warzywniaka na rogu. Przymilają się im głowy państw i kościołów. Sprzedawcy futer na samą myśl o nich sami oblewają się czerwoną farbą. Dzięki tak potężnej władzy jest bardzo wiele osób, które marzą o tym by zostać ekologiem. Z niepokojem stawiają sobie pytanie: „czy się nadaję?”. Ich obawy są uzasadnione. Nie każdy może zostać ekologiem! By zasłużyć sobie na to zaszczytne miano i wejść do tego grona, trzeba móc się pochwalić pewnymi cechami charakteru oraz wyjątkowymi przymiotami umysłu.

Zacznijmy jednak od rzeczy najważniejszej: prawdziwy ekolog absolutnie nie powinien posiadać wykształcenia przyrodniczego. Może być murarzem, polonistą, elektromechanikiem, filozofem, księgowym, informatykiem. Może nie posiadać żadnego wykształcenia –  jest to nawet mile widziane. Najważniejsze jest bowiem aby ktoś, kto marzy o zostaniu ekologiem posiadał jak najmniejszą wiedzę na temat zjawisk przyrodniczych i samej przyrody. Idealny ekolog nie odróżnia gada od płaza, delfin to dla niego wielka ryba, grzyby to rośliny. Nie ma pojęcia, co to jest sukcesja pierwotna, ani tym bardziej wtórna, nie wie co to jest fotosynteza, z gatunków drzew zna choinkę.

Równie ważne co wykształcenie (a właściwie jego brak) są cechy osobowości. Najważniejsze aby ekolog bez zastrzeżeń wierzył w prawdę objawioną przez naukowców działających na zlecenie organizacji, do której przynależy. Ma nie zadawać pytań, nie dostrzegać absurdów założeń, nieścisłości badań. W żadnym wypadku nie może na własną rękę szukać dodatkowych, niezależnych źródeł wiedzy. Mile widziana jest więc niechęć do czytania czegokolwiek poza programem TV oraz brak zdolności samodzielnego myślenia.

Wskazane jest by ekolog posiadał nadmiar czasu oraz kiepską pracę, dzięki której poziom jego frustracji byłby stosunkowo wysoki. Sfrustrowany człowiek z dużo większym przekonaniem przykuwa się do drzew i zdecydowanie dłużej wytrzymuje w tej niewygodnej pozycji, niż człowiek z życia zadowolony. Mile widziane są też osoby agresywne, które lubią wywoływać awantury oraz z upodobaniem dążą do konfliktu. Znajomość języków obcych (szczególnie łaciny) nie jest warunkiem obowiązkowym, ale jest dodatkowym atutem.

Jeśli ktoś uważa, że przedstawione powyżej wymagania mijają się z prawdą, powinien lepiej zapoznać się z kilkoma medialnymi wydarzeniami, w których ekolodzy mieli swój udział.

Doskonałym przykładem jest awantura z Puszczą Białowieską w tle. O co chodzi? O korniki, które powoli acz systematycznie zjadają świerki znajdujące się w Puszczy. Wszyscy wiedzą, że najlepszą ochroną przed dalszym postępowaniem tego procesu jest wycinka drzew zasiedlonych przez kornika. Wszyscy to wiedzą oprócz ekologów. Ci stanowczo twierdzą, że gradacja kornika zatrzyma się sama. Owszem zatrzyma – gdy kornik zje wszystkie świerki w Puszczy. Lata doświadczeń w tym temacie nie przemawiają jednak do ekologów i oni wiedzą lepiej. Cała intryga ich zadaniem polega na tym, by pod przykrywką ochrony Puszczy leśnicy mogli wzbogacić się na sprzedaży wyciętego drewna. To, że drewno ze ścinki nie będzie sprzedawane nie ma tu żadnego znaczenia.

Przy okazji tego sporu na wierzch wychodzą inne animozje. Mianowicie odwieczny uraz ekologów do leśników. Ekolodzy bowiem z całą stanowczością twierdzą, że w Polsce prawdziwych lasów już nie ma. Co w takim razie jest? Ano, według ekologów, plantacje. To oczywiście sprawka leśników, którzy całymi dniami (a co podlejsi nawet i nocami) wycinają w pień wszystkie lasy jakie jeszcze się ostały. Na ich miejsce zaś sadzą plantacje. Oczywiście ekolog nie jest w stanie odróżnić jednej formacji od drugiej. Definicja lasu według prof. J.J. Karpińskiego jest mu obca podobnie jak hasło ekosystem, specyficzny mikroklimat, czy monokultura. Brak wiedzy nie przeszkadza mu  jednak zabierać głosu.

Dyskusja z ekologiem jest właściwie niemożliwa. Będzie bronił swojej racji z zaciętością godną lepszej sprawy. Argumenty oparte na kilkudziesięciu (skromnie licząc) latach doświadczenia nie robią na nim wrażenia. Z ekologami więc lepiej nie rozmawiać – najlepiej ich unikać. Niestety nie jest to łatwe zadanie…

Nota bene lesistość w Polsce rośnie z roku na rok. Zgodnie z planami (a te w przypadku lasów zazwyczaj się sprawdzają) w roku 2050 mają pokrywać 33% powierzchni naszego kraju. Jeśli na kimś te cyfry nie robią wrażenia to przypomnę, że w roku 1945 lesistość wynosiła 21%.

Eliza Jarocińska
Przyrodnik w biurze. Wiecznie wątpiąca poszukiwaczka idei, która w końcu ją uwiedzie. Miłośniczka kryminałów.