Nie taki diabeł straszny 12 lat z czarnym prochem i bez czarnych scenariuszy.
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Nie taki diabeł straszny! 12 lat z czarnym prochem i bez czarnych scenariuszy.

Nie taki diabeł straszny! 12 lat z czarnym prochem i bez czarnych scenariuszy.

Ilekroć mówi się o cywilnej broni palnej zwykle chodzi o broń na pozwolenie. Jednak rzeczywisty świat jest bardziej różnorodny od tego w telewizorze. W Polsce od ponad dekady funkcjonuje broń palna, która jest dostępna bez pozwolenia. Funkcjonuje naprawdę dobrze – na pohybel autorom czarnych wizji.

Po latach powielania paragrafów rodem z PRL coś zaczęło wreszcie drgać. Przełomem w krajowych regulacjach prawnych okazała się nowelizacja ustawy o broni i amunicji z 2004 roku. Wdrożenie tego aktu prawnego miało ścisły związek z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Najsilniejszym powiewem normalności było uwolnienie wiatrówek spod dotychczasowych obwarowań. Od tej pory każdy pełnoletni obywatel mógł zakupić broń pneumatyczną pokazując sprzedawcy jedynie dowód osobisty. Na tym jednak nie koniec, bowiem ta sama zasada objęła broń palną rozdzielnego ładowania, którą wytworzono przed 1850 rokiem oraz jej współczesne repliki. Tak oto w Polsce pojawiła się w pełni sprawna broń palna, którą wolno było nabyć każdemu pełnoletniemu obywatelowi tak, jak np. alkohol i wyroby tytoniowe. Kolejna ważka zmiana miała miejsce w 2011 roku. Przesunięto wtedy datę graniczną na rok 1885, co poszerzyło paletę dostępnych modeli o sprzęt używany m. in. podczas amerykańskiej wojny secesyjnej. Broń na czarny proch zadomowiła się u nas na dobre.

Od wspomnianego przełomu minęło 12 lat i do chwili obecnej nie sposób zaobserwować choćby cienia kasandrycznych wizji, którymi przez wiele lat raczyli nas telewizyjni „eksperci”. Nie słychać o krwawych finałach rodzinnych awantur, ani też o samozwańczych stróżach prawa i porządku. Tym bardziej nie doszło do wybuchu wojny domowej – dziś widać jak na dłoni, że tylko idiota mógł popełnić takie przypuszczenie. Oczywiście ta dawna broń nie przystaje do współczesnych standardów, ale nie sposób odmówić jej skuteczności dowiedzionej na polach bitew w XIX w.. Aby to sobie uzmysłowić wystarczy porównać małokalibrowy nabój 5.6mm do kbks z pociskiem do kapiszonowego karabinu w kalibrze .45. Sam pocisk do czterdziestki piątki jest wyraźnie większy i cięższy od wspomnianego naboju! Taki widok może wzbudzić jedynie uśmiech politowania nad tą słabowitą amunicją do broni sportowej, która ustępuje dawnej broni wojskowej niemal pod każdym względem. I ewidentnie kuriozalny jest fakt, że na tak słabe naboje do przebijania papieru wymagane jest pozwolenie, podczas gdy dawna broń wojskowa – nadal wystarczająco skuteczna – jest dostępna bez zbędnych formalności. Toż to ewidentny absurd, jakich wciąż wiele w naszym pięknym kraju!

A zatem patrząc na te 12 lat z bronią na czarny proch bez pozwolenia stwierdzam, że zebraliśmy bardzo cenne doświadczenia. Praktyka pokazuje niezbicie, że Polacy nie są narodem specjalnej troski. Nie trzeba ich chronić przed nimi samymi. W tym przypadku określenie „Polak potrafi” jest jak najbardziej na miejscu. Bez względu na to, czy kupujemy w sklepie butelkę wina czy replikę kapiszonowego rewolweru musimy wiedzieć, jak użyć tych przedmiotów. Sprzedawcy zwykle nie udzielają kompleksowego instruktażu. Mimo to odsetek wypadków z udziałem takiej broni jest pomijalnie mały. Ten znakomity rezultat skłania do refleksji nad innymi rodzajami broni palnej.

Warto wyłączyć telewizor, by lepiej poznać realny świat. Można bowiem zauważyć, że proch jest wprawdzie czarny – ale za to dym z rury jest siwy, niemalże biały. Można też przekonać się o tym, że broń wcale nie strzela sama raz w roku i sama się też nie wyczyści. Jedyne, czego nie ujrzymy to telewizyjne strachy, które znikają po odłączeniu zasilania.

Maciej Wocial
Eurosceptyk, miłośnik historii i dawnej broni palnej. Uważa, że zdrowe ryby płyną pod prąd.