Sprawa rozwodowa, wyrok rozwodowy i podział majątku dobry prawnik.
0 Liked
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / O czym orzeka sąd w wyroku rozwodowym

O czym orzeka sąd w wyroku rozwodowym

To była piękna ceremonia, ślub w kościele lub w urzędzie stanu cywilnego, panna młoda w bajkowej sukni, pan młody w eleganckim garniturze, potem wesele, na którym świetnie bawiła się rodzina i przyjaciele. Noc wesela się kończy, emocje opadają i zaczynacie wspólne życie. Początkowo wszystko układa się dobrze, ale po pewnym czasie coś zaczyna się psuć. Tylko od Was zależy czy będziecie naprawiać to, co wspólnie budowaliście, czy może zdecydujecie się rozstać. Czasami, gdy pomiędzy małżonkami całkowicie ustały uczucia, a kłótnie i nieporozumienia uniemożliwiają wspólne życie, rozwód może okazać się najlepszym rozwiązaniem.

Rozwód jest bardzo stresujący dla obojga małżonków. Każde z nich ma poczucie, że coś im się nie udało. Rozwód jednak nie oznacza tylko końca oznacza również, nowy początek dla każdej z osób. Każdy z małżonków może pójść w swoją stronę i zacząć układać sobie życie na nowo.

Sprawa rozwodowa przed sądem jest ogromnym stresem i przeżyciem. Profesjonalna pomoc pełnomocnika jest w takim przypadku nieoceniona.

Jak wygląda procedura rozwodowa? Każdy z małżonków może złożyć pozew o rozwód w przypadku, gdy nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia małżeńskiego. Co to oznacza? Oznacza to, że pomiędzy małżonkami ustały wszystkie więzi emocjonalne oraz ekonomiczne. W praktyce oznacza to sytuację, gdy małżeństwo całkowicie przestaje funkcjonować. Małżonkowie nic do siebie nie czują, nie wspierają się, każde zaczyna utrzymywać się samodzielnie. Trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego jest główną przesłanką orzeczenia rozwodu.

Orzekając rozwód sąd orzeka również o tym czy i który z małżonków ponosi winę za rozkład pożycia małżeńskiego. Najbardziej klarownymi przykładami winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego jest zdrada, znęcanie się fizyczne lub psychiczne nad drugim małżonkiem, czy zaniedbywanie rodziny. Możemy wyróżnić cztery możliwe rozstrzygnięcia sądu w zakresie winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego:

1. z wyłącznej winy jednego z małżonków,
2. z winy obojga małżonków,
3. bez orzekania o winie,
4. z ustaleniem, że żadne z małżonków nie ponosi winy.

W praktyce bardzo ciężko jest osiągnąć orzeczenie rozwodu z wyłącznej winy drugiej strony, takie sytuacje jednak się zdarzają. Polski system prawny nie przewiduje jednak stopniowania winy. Jeśli drugi z małżonków, choć w stopniu minimalnym jest winny rozkładowi pożycia sąd orzeknie rozwód z winy obu stron.

Sąd zaniecha orzekania o winie na zgodne żądanie obojga małżonków. Każde z małżonków musi, więc złożyć do sądu wniosek o to, aby rozwód został orzeczony bez orzekania o winie. Skutek takiego orzeczenia jest taki, jak gdyby żaden z małżonków nie ponosił winy.

Ustalenie, że żadne z małżonków nie ponosi winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego będzie miało miejsce wtedy, gdy rozkład pożycia nastąpił z przyczyn niezależnych od żadnego z małżonków, na przykład z powodu choroby psychicznej.

Z orzeczeniem o winie w rozkładzie pożycia małżeńskiego związana jest kwestia alimentów od drugiego małżonka. Kwestia ta zostanie opisana w osobnym wpisie.

W przypadku, gdy małżonkowie posiadają wspólne małoletnie dzieci sąd orzekając rozwód rozstrzyga jeszcze szereg innych kwestii. Sąd rozstrzyga w takiej sytuacji również o:

– władzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem,
– kontaktach rodziców z dzieckiem, chyba, że strony zgodnie wnoszą o nie orzekanie o utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem,
– w jakiej wysokości każdy z małżonków jest obowiązany do ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dziecka (alimenty).

Ponadto, jeżeli małżonkowie mieszkają wspólnie, sąd orzeka o sposobie korzystania z wspólnego mieszkania przez czas wspólnego w nim zamieszkania rozwiedzionych małżonków. Na wniosek jednego z małżonków sąd orzekając rozwód może również dokonać podziału majątku wspólnego.

Sprawy rozwodowe często bywają trudne i nacechowane ogromnymi emocjami. Warto jednak dobrze się do takiej sprawy przygotować i, choć często jest to trudne, podejść do niej ze spokojem gdyż pozwoli to uniknąć wielu nieporozumień oraz eskalacji konfliktu pomiędzy stronami.

Małgorzata Durlej-Piotrowska
Adwokat. Specjalista prawa nowych technologii. Miłośniczka puzzli, łamigłówek i gotowania. Opiekun działu pomocy prawnej Papug.pl
  • henry

    Raczej ta ,,wielka miłość” to po prostu pociąg do drugiej osoby; sama chemia i fizjologia bez żadnych pięknych określeń. Ten stan nie utrzymuje się długo. Jest to może rok życia ,,z motylkami” w brzuchu.

    • Bobi

      I dopiero potem się okazuje, czy faktycznie daną osobę lubisz, szanujesz i chcesz z nią być czy lepiej szukać szczęścia dalej. Gorzej, jak ludzie pod wpływem chemii decydują się na stały związek a potem nie wiedzą jak z niego wybrnąć. I męczą i siebie i drugą osobę i dzieci.

  • Tomi

    A czasami mimo iż zdaje sobie sprawę z zagrożenia, boi się zaczynać wszystko od nowa, bo a nuż sobie już nikogo nie znajdzie. W takie związki najczęściej wchodzą osoby z obniżonym poczuciem własnej wartości.

    • Lawenda

      W większości w takie związki wchodzą osoby z DDA. Wiem to po swoim przykładzie i dziewczyny, która również jest z DDA. Poznałam ją na terapii. Obydwie miałyśmy podobne sytuacje. Pojawił się u naszych mężczyzn alkohol, chęć władzy i posiadania służącej oraz stopniowe prowadzenie do ubezwłasnowolnienia.

  • AAluniaa86

    Lepiej samemu niż w złym towarzystwie. Nie od każdego otrzyma się wsparcie, akceptację i uczucie.

  • Fruit

    Ja odnoszę wrażenie, że empatia powoli zmniejsza się i u większości po prostu zanika. Ludzie nawzajem siebie nie szanują, wykorzystują się. Bezinteresowna pomoc, nieodpłatna to coś cennego i prawdę w obecnych czasach coraz rzadszego.

  • Fruit

    Dokładnie. Dużo zależy od powodu, sytuacji a nawet faktu posiadania dzieci, gdzie również istotny jest ich wiek.

    • rozwodnik

      Raczej się nie zgodzę. Wszystko zależy od tego czy ci co się rozstają, chcą się rozstać, czy chcą sobie nerwy szarpać. Jeśli szybko dogadają sie co do opieki na dziećmi i podziałem majątku, to każdą sprawę można szybko zamknąć – na maksymalnie 2 rozprawach.

  • Zosiaaa91

    Jasne, a faceci po ślubie to normalnie jak młodzi bogowie. Żaden brzucha nie zapuści, golą się i kąpią codziennie, noszą tylko eleganckie koszule. Brak dbania o siebie dotyczy obydwie strony.

  • Lukas

    Jasne ze leki to ostatecznosc ale czasami sa konieczne by człowiek wogole funkcjonowal. Zreszta poczytaj o aspirynie tez ma skutki uboczne.

  • Tomi

    A mnie ciekawi, jak to wszystko widzi Pana żona? Rozmawialiście o tym? Bo może ona wciąż Pana kocha i wcale nie czuje tego co Pan?

    • Roman

      Rozmawialiśmy, ale nie powiedziałem jej o tym, że nie jestem pewien swojego uczucia. Poruszyłem temat, że czuję, że coś się wypaliło, że jest między nami chłodniej, że nie przestaliśmy mieć wspólny język oraz, że mam wrażenie, że zaczęliśmy się bardzo od siebie różnić oraz, że czasami odnoszę wrażenie, iż staliśmy się dla siebie obcy.
      K. powiedziała, że to normalne w związku. Jak twierdzi – taka jest kolej rzeczy. Początkowo ludzie są w siebie zapatrzeni, a później pożądanie staje się mniejsze i żyje się ze sobą bardziej po przyjacielsku. Dodała, że ludzie z czasem się zmieniają i to nie powinno mnie ani trochę dziwić. Burknęła coś jeszcze o tym, że zaczynam mieć kryzysy związane ze swoim wiekiem i szukam dziury w całym.
      Ale jak tu nie szukać, kiedy już nie mamy nawet o czym rozmawiać? Wracamy do domu, jest tylko ,,cześć, cześć”, krótka rozmowa o pracy, ewentualnie o zakupach i na tym kończą się nasze wymiany zdań. Nawet wolny czas spędzamy oddzielnie.

      • Tomi

        Trudno doradzać coś na forum, ale moim zdaniem, to nie do końca jest tak, że każdy związek się wypala, a ludzie nie mają sobie nic do powiedzenia. Owszem, związki przechodzą różne etapy, z biegiem lat już nie ma tych emocji co na początku, ale mimo wszystko chce się z drugą osobą spędzać czas i powiedzieć jej coś więcej niż tylko „kup chleb”. Moim zdaniem to nie jest normalne, a tłumaczenie Pana żony jest trochę dziwne. Albo po prostu czuje się tak samo wypalona jak Pan, tylko nie chce się do tego przyznać i tłumaczy sobie (i Panu) że to normalne.

  • Kornelia

    A mnie się wydaje, że zawsze warto spróbować powalczyć o siebie. Jak nie samemu to np. z pomocą z psychologiem. Nie ma się wówczas nic do stracenia, a można zyskać siebie na nowo.

    • Amanda

      Nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki. A stracic mozna sporo i kasy i nerwow. Nie warto.

      • Laura

        Ja osobiście wolałabym stracić pieniądze i nerwy niż bliską osobę (o ile byłaby szansa, a nie wszystko przekreślone).

        • Lucek78

          O ile małżonka jest jeszcze bliską osobą. Bo czasami to już dawno nie ma żadnej bliskości i niby o co wtedy walczyć i się szarpać. Lepiej sobie życie ułożyć na nowo.

    • Roman

      Były próby z mojej strony. Tylko tkwię, bo co ja jej powiem? Nie jestem pewny czy dalej ją kocham? Nie czuję tego co dawniej? Jest mi obca?

      • Fruit

        Ja w takiej sytuacji powiedziałabym prawdę najdelikatniej jak tylko uznam, że się da.

        • Norek

          Jedyne słuszne rozwiązanie. Delikatnie, ale tak żeby żona zrozumiała. Szkoda życia na taką wegetację.

  • Norek

    A z tym się akurat nie zgodzę i proszę nie sądzić wszystkich swoją miarą. To że nie wiedze danej osoby lub nie znam jej osobiście, nie znaczy, że nie odczuwam względem niej współczucia, gdy znajdzie się w trudnej sytuacji. Jest wiele osób, które potrafią być empatyczne w stosunku do obcych.

  • Amanda

    Ale w czym jest problem? Wypalilo się wiec trzeba to zakonczyc. Nie ma co tracic zycia w zwiazku ktory juz cie nie kreci. Moze to smutne ale nie ma co sie oszukiwac.

    • Roman

      Przyzwyczajenie. Chyba to mnie jeszcze trzyma.

  • AAluniaa86

    Niestety, to dość częsty przypadek. Małżonkowie w pewnym momencie zaczynają żyć obok siebie i faktycznie rozwijają się w różnych kierunkach. W pewnym momencie, nawet już nic nie mają sobie do powiedzenia. Nie ma w tym złości, nienawiści czy zdrady jest tylko totalna obojętność. Są wtedy dwie opcje. Albo rozstanie, albo próba poznania się na nowo. Może warto spróbować jeszcze raz się w sobie zakochać.

    • Roman

      Były próby. Kilkakrotnie tłumaczyłem sobie taki stan rzeczy stresem, nerwami i zabieganiem w mojej pracy i w pracy K, ale żonie nawet nie chce się gdzieś ze mną wyjść. Nie licząc sklepów. Broni się tym, że już się nachodziliśmy gdy byliśmy młodsi, a ludzie z dłuższym stażem nie mają już czasu na takie podchody i zabawy. Nawet nie śpimy razem, bo podobno chrapię i to jest wkurzające, nie do wytrzymania. Wakacje. Temat wakacji – K. woli jechać do spa z koleżankami, bo wtedy ,,naprawdę wypoczywa” i nie widzi innych wakacji. Wspólne kolacje to najwyżej wypad do McDonald’s lub zamówienie pizzy, bowiem po co marnować tyle pieniędzy na jedzenie w drogich lokalach. Kino – za głośno i za dużo ludzi. Nie wiem gdzie podziała się moja pełna życia i ciekawa świata K.
      Fakt, teraz jest obojętność. Przyzwyczajenie, że żyje się po prostu obok drugiej osoby. Już nawet nie z drugą osobą.

  • szym

    Przykro mi to pisać, ale tak się niestety, bardzo często kończą te małżeństwa, gdzie mąż decyduje o tym, że żona ma zostać w domu. To już powinien być dzwonek ostrzegawczy dla każdej kobiety.

    • Kris

      Szym, takimi tekstami nie pomagasz. Stało się i trudno. Teraz trzeba myśleć jak z tego wybrnąć, a nie płakać nad rozlanym mlekiem. Myślę, że rady Aluni są jak najbardziej słuszne. Z mojej strony mogę tylko doradzić zmianę psychologa, który leczy u pani depresję. Bo widać, że nie umie sobie z tym problemem poradzić.

      • szym

        To prawda, tej pani już to nie pomoże, ale może jakaś inna kobieta, która to czyta, przemyśli sobie sprawę i uniknie podobnej sytuacji.

    • Laura

      Ale na szczęście są wyjątki od reguły. Znam jeden, który temu przeczy. I dobrze, bo dzięki temu jednak nie traci się wiary w ludzi i uczucia.

      • Eliza

        Miło słyszeć, że są wyjątki, jednakże faktycznie takie sytuacje, często nawet jeśli początkowo nie są, to z czasem stają się patologiczne. Mężczyzna czuje, że ma władzę na kobietą, a nic nie psuje ludzi, tak jak właśnie władza.

        • Laura

          U moich rodziców tak jest. Jedno jest zapatrzone w drugie i pomimo przeciwstawieństwa zarobkowo-zawodowego darzą się ogromnym uczuciem. Życzę każdemu takiego uczucia.
          Co do ogólnego tematu to się zgodzę. Niestety czasami ,,władza” na podstawie zarobków i stanowiska uderza do głowy nawet w ognisku domowym.

          • FranzK

            A ja nie znam żadnego tak naprawdę udanego małżeństwa. A jeszcze po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach wspólnego życia, to już absolutnie nikt w nikogo nie jest zapatrzony. I dlatego uważam, że małżeństwo to przeżytek i niepotrzebne wikłanie sobie życia.

  • AAluniaa86

    Pani Joasiu, przede wszystkim musi pani wiedzieć, że nie pani pierwsza jest w takiej trudnej sytuacji i nawet z niej jest możliwość wyjścia. Trzeba zgłosić na policję, że jest pani bita przez męża, niech założą pani niebieską kartę. Po drugie, skoro nie może pani liczyć na bliskie osoby, niech pani poszuka organizacji, która wspiera takie jak pani osoby. Np. tutaj znajdzie pani sporo pomocnych informacji – a nawet numer telefonu zaufania http://www.cpk.org.pl/. A podczas rozwodu, można wnieść wniosek o alimenty od męża na siebie. Teraz jest najlepszy czas, żeby się z tego wyrwać.

  • szym

    No, ale jak sama piszesz, na to trzeba czasu. Chyba rzadko zdarza się, że ludzie po iluś latach bycia razem rozstają się bez żadnego żalu. Owszem, jak to mówią, wina zawsze jest po obydwu stronach, ale to chyba nie łagodzi w żadne sposób stresu i żalu do siebie, do drugiej osoby, do losu.

  • Gość

    Nie użalaj się nad sobą. Nie ty pierwsza nie ostatnia. A jękolenie nic ci nie da poza tym że sama siebie unieszczęśliwisz. No chyba, że akurat tego chcesz, to proszę, użalaj się nad sobą dalej.

    • Kornelia

      Skąd ta znieczulica? Takie słowa na pewno nie pomogą kobiecie, której zawalił się świat z dnia na dzień. Często podczas szoku utwierdzają w poczuciu beznadziejności. Człowiek w takich chwilach potrzebuje się wypłakać oraz potrzebuje zrozumienia i wsparcia. Nawet w internecie.

      • Norek

        A mnie się wydaje, że czasami właśnie warto potrząsnąć taką osobą. Owszem, przeżywa ciężkie chwile, ale rozmyślanie i rozdrapywanie tego, nawet w internecie, niczego nie zmieni. Może wpis powyżej jest trochę ostry, ale generalnie zgadzam się z jego przekazem.

  • Amanda

    A ja wam powiem ze teraz to sie ludziom w glowach poprzewracało. Wszyscy sluby z miłosci biora to skąd tyle rozwodów??? Ano stad ze ludzie sami nie wiedza czego od zycia chca. A te aranzowane sluby nie zawsze były takie złe. Moze i niektorzy sie nigdy nie zgrali ale byli i tacy co sie pokochali i towrzyli bardzo udane małzeństwo.

    • Norek

      Ano stąd tyle rozwodów, że w końcu jest to możliwe. Rozwodnik nie jest już potępiany przez otoczenie, nikt mu przysłowiowych kołków na głowie nie ciosa, że się rozwiódł. Gdyby wcześniej też tak to wyglądało, zapewniam Panią, że rozwodów było by jeszcze więcej niż obecnie.

    • Laura

      Ludzie z czasem np. przestają się kochać i dlatego ich drogi się rozchodzą. Na pewno rozchodziłyby się te drogi szybciej gdyby rozwody były możliwe w dawnych czasach.

  • Anubis

    Ja bym się cieszył, że rozwód pomoże mi uwolnić się od drugiej połówki, która mnie zdradziła. Lepiej się rozwieść i mieć to z głowy.

    • Roman

      W takim wypadku to i ja nie miałbym żadnych wątpliwości.

  • Anubis

    W głowie mi się to nie mieści. Jak można na siłę trzymać przy sobie partnera? Mnie by się nawet nie chciało ,,mścić” w tak (powiem prosto z mostu) żałosny sposób na byłej partnerce.
    Raz: po co?
    Dwa: nie chciałoby mi się.
    Trzy: Nie mógłbym później spojrzeć sobie w oczy.
    Cztery: Robić takie świństwa osobie, którą się kochało?

    • Eliza

      Od miłości do nienawiści jeden krok. A ludzi, którzy w swoim przekonaniu zostali skrzywdzeni przez partnera, są zdolni do najgorszych świństw. Ja też im się dziwię, bo mam swój honor i nie robiłabym z siebie idiotki, niestety są osoby, które myślą inaczej.

    • Kris

      Są ludzie, którzy w trakcie i po rozwodzie, nie tylko zatrują życie byłego małżonka, ale nawet wciągają w to dzieci. I nawet dla nich nie mają litości. To jest dopiero świństwo. A niestety słyszy się o tym bardzo często.

      • Karolina Przepiórka

        Nie ma nic gorszego niż w negatywne emocje, rozwodowe czy porozwodowe wciągać dzieci. Pewnie większość rodziców po wpływem sytuacji nawet nie zdaje sobie sprawy jaką traumę może mieć dziecko i jej echo w dorosłym życiu.

        • Kris

          Większość sobie świetnie zdaje sprawę, ale ma to w nosie. Liczy się tylko to by dopiec swojemu/swojej ex. I są w stanie do dziecka opowiadać najgorsze historie, żeby je zniechęcić do tej drugiej osoby.

          • Kornelia

            Znałam jedno małżeństwo, gdzie jeden z rodziców wmówił swojemu dziecku podczas rozwodu i po nim, że ten drugi jest zły, nie kocha synka, bo zostawił jego i mamusię. Dziecko do dziś unika kontaktu z biologicznym ojcem.

          • AAluniaa86

            Niestety, nie jest to odosobniony przypadek. Nie mogę tylko zrozumieć, jak niby kochający rodzić, może zrobić swojemu dziecku taką krzywdę. Bo przecież, pozbawienie go drugiego rodzica, to potworna trauma na całe życie. To tak, jakby za swoje nieszczęście obarczali winą dziecko i je karali, a tłumaczą to miłością.

          • Laura

            Pokuszę się o stwierdzenie, że czasami robi się aż tak wielka nienawiść w człowieku, że on sam jest przekonany o tym, że np. ten małżonek/były małżonek jest złym człowiekiem i osoba w amoku emocji odciąga od niego dziecko.

          • Norek

            To jest swoją drogą ciekawe zagadnienie. Bo jeśli osoba faktycznie wierzy w wymyślane przez siebie historie, to się to już nadaje do leczenia. Ja jestem skłonny jednak wierzyć, że większość osób, dobrze wie, że jest inaczej, ale górę bierze gniew i chęć zrobienia byłemu lub byłej na złość.

          • Laura

            Być może przy takich dużych emocjach człowiek nie myśli ,,trzeźwo”. Cały układ nerwowy jest ,,porażony” przez stres.

  • Tomi

    Skoro Cię zdradził, to pomyśl, że nie był Ciebie wart. Nie mów, nie przeżyję tego, bo przeżyjesz, i będziesz mocniejsza. A rozwód Cię od niego uwolni i da szansę na zaczęcie wszystkiego od nowa.

    • Ania

      Może to moja wina. Może to ja po prostu przestałam mu się podobać lub nie byłam wystarczająco dobrą partnerką, skoro On poszedł do innej…

      • Tomi

        Takie myślenie to najgorsze z możliwych. Bierzesz jego winy na siebie. Zdradził cię, bo chciał. Może chce się w ten sposób wytłumaczyć, że już mu się nie podobasz. Ale jeśli tak jest to może powinniście o tym pogadać, spróbować rozwiązać problem. A nie od razu szuka sobie innej. Dla mnie, taki facet niewiele jest wart.

        • Fruit

          Podpisuję się pod tym. Jeżeli partner zdradza to nie był nas nigdy wart. Prędzej przebolałabym rozmowę o wypaleniu się itd niż zdradę i zakłamanie.

          • Zosiaaa91

            To się tak łatwo mówi – nie był wart. A może był, ale coś się popsuło, może popełnił błąd, może gdzieś się pogubił. Nie oceniajmy tak łatwo zdrady, bo nigdy nie wiadomo co w kim siedzi i dlaczego.

          • Fruit

            Jak można określić świadomą zdradę jako błąd lub pogubienie się?

          • Bobi

            A co to znaczy świadoma zdrada? Czasami instynkty biorą górę i mimo iż się kocha żonę/męża dochodzi do zdrady. A może akurat były jakieś nieporozumienia i kłótnie oddalili się od siebie? Nie można wszystkich zdrad traktować tak samo, bo ludzi są różni.

  • Eliza

    Pomyśl, że to jest okup za Twoją wolność i możliwość uwolnienia się od mężczyzny, który zawiódł Twoje zaufanie. Nie będzie to przyjemne, ale tylko dzięki temu, uwolnisz się od niego raz na zawsze.

    • Ania

      Bardzo drogi okup, bo emocjonalny, najboleśniejszy. Gdybym mogła zapłaciłabym każde pieniądze aby po prostu na niego nie patrzeć i być już po.
      Straciłam już całkiem w swoich oczach godność i kobiecość.

      • Eliza

        To minie. Tylko się nie poddawaj złym emocją. Postaraj się jak najwięcej przebywać z ludźmi, których darzysz zaufanie i na których możesz liczyć. Jeśli rozmowy z nimi Ci nie pomogą, poszukaj grupy wsparcia. Nikt nie jest wart by przez niego tracić siebie.

  • Ona

    Ciężki
    temat. Ja wahałam się dwa lata i w końcu złożyłam pozew .Na samą rozprawę
    czekałam ponad trzy miesiące. Musiałam wpłacić 400 złotych. Rozprawa trwała
    może z 15 minut. Potwierdziłam przed sądem to, co było w papierach: że nie
    mieszkamy razem, że uczucie się skończyła, że nie mamy pociech. Po miesiącu
    chyba wyrok się uprawomocnił. Na sam
    koniec jeszcze on musiał dopłacić 400 złotych. Także tak wyszłam finansowo pod
    koniec małżeństwa. Nie mówiąc o nieprzespanych nocach i wydatków na tabletki
    uspakajające.

    • Amanda

      400 zl to i tak niedużo za odzyskanie wolnosci. Nie ma co narzekac. Ludzie traca duzow wiecej na rozwodach i pieniedzy i nerwow. U ciebie to poszło lekko.

    • szym

      A na wesela wydaje się czasami i 40 tysięcy złotych i nikt nie żałuje, a 400 zł żal na rozwód, który jakby nie było rozwiązuje jedne z największych problemów, jaki mają ludzie.

      • Kornelia

        Fakt, ale wesele jest jednym z najpiękniejszych dni w przeciwieństwie do rozwodu. Płacanie za to, aby uwolnić się od drugiej osoby nie jest przyjemną rzeczą. Często dochodzą jeszcze opłaty za osobę reprezentującą nas w sądzie. Całość to nerwy, wiele stresu oraz inne, negatywne czy dobijające emocje.

        • Bobi

          Szczerze? gdybym rozwód brał z osobą, która mnie zdradzała, okłamywała, biła, czy w inny sposób „umilała” życie, to właśnie dzień rozwodu byłby dla mnie dniem najpiękniejszym. I warty byłby poniesienia wszystkich tych kosztów.

          • Kris

            Ale przecież coraz częściej ludzie wyprawiają imprezę po rozwodzie i cieszą się odzyskaną wolnością. Zawsze myślałem, że to może tak trochę na pocieszenie, ale może faktycznie jest w nich radość, że uwolnili się od osoby, która ich zawiodła.

          • Kornelia

            Nie słyszałam o imprezach porozwodowych. Sama takiej nie wyprawiłam, ale może te kilka lat temu nie było czegoś takiego.

          • Bobi

            A ja nawet byłem na takiej imprezie:) Impreza pełną gębą – z DJ-em. To właśnie był taki przypadek, że kobieta była naprawdę uszczęśliwiona rozstaniem i początkiem nowego życia.

          • Kornelia

            Hm. No jestem w szoku. Ale przyznam, że podziwiam jej podejście i nastawienie względem nowej drogi życia. Naprawdę.

        • Lukas

          Smieszy mnie ze ludzie uwazaja dzien slubu za najpiekniejszy. Jest tyle piekniejszych i wazniejszych dni jak np. urodzenie dziecka a wokoł slubu robi sie taki szum jakby nie wiem co to było.

          • Fruit

            Hm… tu się zgodzę i nie. Może sama chwila porodu w odczuciu kobiety nie jest najpiękniejsza ale właśnie te kilkanaście chwil tuż po nim za nim dojdzie się do siebie i ból nieco zejdzie.

          • Eliza

            No chyba aż takiej odważnej kobiety, żeby powiedzieć, że sam poród jest najpiękniejszą chwilą w jej życiu, to nie ma:) i mam nadzieję, że Lukas, też nie miał tego na myśli. Ale jeśli chodzi o sam fakt pojawienia się dziecka to faktycznie jest on w moim odczuciu zdecydowanie piękniejszym wydarzeniem niż ślub.

  • Anubis

    Mogę dopytać ile to trwało? Pytam, bo mój przyjaciel się rozwodzi.

  • Anubis

    Wszyscy tak poganiają i popychają do tego ślubu (wiem, wiem – tradycja). Dopytują się młodych kiedy ślub, wywołują presję. A jak przychodzi do rozwodu to tamci siedzą cicho. Życie ,,na kocią łapę” – jak to zwolennicy ślubów mawiają – nie jest niczym złym.

    • Ona

      Na pewno zaoszczędziłoby to wiele pieniędzy i przede wszystkim nerwów. Nerwów traci się na tym najwięcej.

      • Bobi

        Zawsze można przed ślubem podpisać intercyzę, w której określi się wszystkie warunki na wypadek rozwodu. Bo może jestem tradycjonalistą, ale wolę mieć żonę niż partnerkę.

        • Anubis

          A czym poza nazwą (i papierkiem) różni się żona od partnerki?

          • Bobi

            Ano właśnie tylko o tę nazwę i papierek chodzi. I wcale nie ironizuję. Ja tak to jakoś czuję, że wolę, żeby wszystko było uporządkowane. Nie muszę wtedy martwić się o dodatkowe papierki, żeby np. żona mogła mnie odwiedzać w szpitalu, nie muszę uznawać ojcostwa dzieci, które żona urodzi, mogę się rozliczać wspólnie z podatków. Dla mnie to jest ważne.

          • Fruit

            A ja dodam od siebie, z tylko i wyłącznie mojego, kobiecego punktu widzenia. Dla mnie przepięknym wejściem do małżeństwa jest właśnie ślub i powiedzenie sobie nawzajem ,,tak”. Później skromne lub mniej skromne wesele, gdzie panna młoda/mężatka może poczuć się wyjątkowo i celebrować w gronie rodziny to, że nawet w świetle prawa ma oficjalnie drugą połówkę.

      • żona

        Nie wszystkie śluby kończą się rozwodem. A poza tym, jak ludzie wzięli ślub, to bardziej o ten związek walczą. A bez ślubu to byle jakie nieporozumienie, pakują się i każdy idzie w swoją stronę. Może to i wygodne, ale jakieś takie mało ludzkie.

        • Amanda

          A moze raczej ludzie bez papierka bardziej walcza o ziazek, a ci co papierek maja to mysla ze on juz im wszystko załatwił i nawet starac sie nie musza?

    • Tomi

      Jakoś wydaje mi się, że coraz rzadziej, ktoś wywiera presję na młodych ludziach, by brali ślub. Jeszcze kilkanaście lat temu – to i owszem. Ale dziś, może nawet starsze pokolenie by tego ślubu chciało, ale nie ma już takiej śmiałości naciskać młodych.

      • Anubis

        Ja długo żyłem w konkubinacie. Ze strony swojej rodziny i mojej byłej partnerki co chwile czuliśmy nacisk, presję i nie raz było ,,gadanie” na temat naszego sformalizowania związku.
        Być może kiedyś wywierało się jeszcze większy nacisk, ale do dzisiaj to nie wymarło.

        • Norek

          Pewnie sporo zależy od środowiska. Są środowiska bardziej i mniej wyrozumiałe w tym względzie. Ja tam bym swoim dorosłym dzieciom się do życia nie mieszał. W końcu to ich życie.

          • Karolina Przepiórka

            Ja również nie chciałabym się mieszać w życie swoich dorosłych dzieci. Najgorsze podejście to na zasadzie ,,no bo co inni ludzie powiedzą/ no bo co inna część rodziny powie”. Dlaczego niektórzy starają się wszystkich uszczęśliwić, a tylko nie samych siebie? Dlaczego obecnie aż tak nas obchodzi zdanie innych i często przekłada się je ponad swoje?

  • Norek

    Niektórzy narzekają na to, że obecnie jest tak dużo rozwodów i mówią, że kiedyś ludzie to byli wierniejsi i w ogóle lepsi. A ja się zastanawiam co dobrego było w tym, że dwoje ludzi, którzy się nie kochali, którzy się nawet nie lubili, mieszkali razem i obydwoje byli nieszczęśliwi, i tym poczuciem nieszczęścia zarażali także swoje dzieci? A jak się ktoś rozwiódł to ile było gadania. Teraz pod tym względem jest zdecydowanie lepiej.

  • Anonimowa

    A ja jeszcze pamiętam rozwód i batalię moich rodziców. Byłam wówczas malutka, ale tych emocji, krzyków, kłótni nie da się zapomnieć w dorosłym życiu.
    Ja obecnie panicznie boję się być sama. Panicznie się boję, że mój mężczyzna przestanie mnie kochać, albo, że odejdzie do innej czy zniknie.

    • AAluniaa86

      Myślę, że takie lęki powinno się skonsultować ze specjalistom, bo podejrzewam, że takie nieprzerobione traumy, potrafią utrudnić normalne życie.

      • Anonimowa

        Bardzo utrudnia to życie. Myśli są dręczące i natrętne. Do tego dochodzą rozważania o pustce bez drugiej osoby i o tym, że nie byłoby się w stanie żyć samej…
        A specjalista uznał to za stany lękowe i zalecił…antydepresanty. A może każdy z nas w jakimś stopniu po prostu boi się być sam? Może nie panicznie, ale jednak obawia się takiego stanu rzeczy…

        • AAluniaa86

          Nie każdy boi się być sam. Są ludzie, którzy boją się stworzyć związek, boją się zaangażowania. I jedna i druga postawa jest niestety lekką patologią. Co zaś do antydepresantów, to ja najpierw spróbowałabym jakiejś terapii. Może grupa wsparcia, lub wizyty u dobrego psychologa. Leki to moim zdaniem ostateczność.

    • Tomi

      To niestety wina rodziców, że cię w to wszystko wciągnęli. Często się tak dzieje, rodzice walczą ze sobą i zapominają o dobru dziecka, kłócą się przy nim, awanturują i próbują przeciągnąć na swoją stronę. A jak widać to zostaje w człowieku na zawsze.

      • Anonimowa

        Pewnie tak, ale jestem pewna, że wciągali mnie nieświadomie, bo emocje brały górę. Nie mam do nich pretensji czy żalu. Jest mi tylko przykro, że ich uczucie jest przeciwne do tego, którym dawno temu się darzyli.

  • Kris

    Rozwód, przez psychologów, uznawany jest za tak samo traumatyczne przeżycie, jak śmierć małżonka. A te wszystkie sądowe batalie potrafią rozwód zmienić w prawdziwy koszmar.

    • Fruit

      Nawet nie miałam zielonego pojęcia, że te dwa przeżycia mogą być do siebie aż tak podobne. Wydawało mi się, że jeżeli dochodzi już do rozwodu to więzi są mniejsze, chłodniejsze (jak np. wypalenie uczuć w związku). Na szczęście nie doświadczyłam ani jednego przeżycia ani drugiego…

      • Kris

        Owszem, niby uczucia już nie ma, ale za to jest ogromne poczucie życiowej porażki, o negatywnych emocjach nie wspominając. Czasami wręcz łatwiej znieść śmierć małżonka, niż rozwód. Bo w tym pierwszym wypadku można wspominać dobre chwile,co w przypadku rozwodu jest trudne.

        • AAluniaa86

          Też o tym czytałam. Rozwód jest traktowany przez większość ludzi, jako porażka życiowa, dowód na to, że sobie nie poradzili z utrzymaniem małżeństwa. I chociaż dziś społeczeństwo patrzy na rozwodników już bez dawnej niechęci, to jednak ludzi ci muszą się zmierzyć ze swoim własnym sumieniem.