O symptomach dobrej zmiany w polityce historycznej.
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / O symptomach dobrej zmiany w polityce historycznej

O symptomach dobrej zmiany w polityce historycznej

Jak pokazała niedzielna uroczystość obecną ekipę rządową – podobnie, jak poprzednią – stać na własne pomniki. Oczywiście za pieniądze podatnika. Jak widać żadna zmiana nie dotarła do modelu finansowania politycznych przedsięwzięć, który zachował status quo. Zapewne nie tylko z tego powodu rozgorzała zażarta krytyka idei wmurowania tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy z 10 kwietnia 2010 r..

Ważąc głosy sprzeciwu muszę podkreślić, że wciąż niewiele wiemy o tragicznym locie Tu-154M, a już na pewno wyraźnie mniej niż o innych katastrofach lotniczych. Co prawda ostatnimi czasy dziwne rzeczy przytrafiają się lotnictwu cywilnemu jak i wojskowemu, jednakże latanie nadal pozostaje relatywnie bezpiecznym sposobem podróżowania. I pomimo swej rzadkości katastrofy lotnicze na ogół nie są upamiętniane za pomocą okolicznościowych tablic, chyba że jest to sprawa polityczna. Uważam jednak, że poza tą „oczywistą oczywistością” są jeszcze inne, znane nam przesłanki, które uzasadniają wmurowanie tej tablicy.

Istotnym jest, że był to lot samolotu wojskowego, co znaczy że jego załoga zginęła na służbie. Para prezydencka, generalicja, a także członkowie rządu również byli tam służbowo reprezentując patronat władz RP nad uroczystością rocznicową. Nie podobna też stwierdzić, że pozostałe osoby towarzyszące oficjelom wystąpiły w tej tragedii zaledwie w roli turystów. Osoby te mogły odmówić wzięcia udziału bez uszczerbku dla wizerunku, mimo to weszły na pokład. W mojej ocenie żadna z ofiar feralnego lotu nie była tam w skutek własnego kaprysu, a prędzej z poczucia obowiązku. Na marginesie zaznaczę, że ulokowanie tylu ważnych osobistości w jednym samolocie to iście podręcznikowy przykład nieudacznictwa, które wielokrotnie krytykował ś.p. gen. S. Petelicki. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z logiką tego świata byłoby coś nie w porządku, gdyby taki kliniczny przypadek pomroczności jasnej nie okazał się tragiczny w skutkach.

Skoro jednak pasażerowie polecieli z misją reprezentowania majestatu RP, to byłoby sprawiedliwie gdyby owa RP upamiętniła odpowiednio ten fakt. Co też stało się podczas niedzielnej uroczystości. I w tym akcie dostrzegam dobrą zmianę. Władze powinny upamiętniać zasłużonych, a nie byłych lub niedoszłych okupantów. A taki przypadek miał miejsce w tym pamiętnym roku 2010. Ówczesny prezydent Polski zaangażował się w postawienie pomnika nagrobnego żołnierzy bolszewicki w Ossowie. Jakimże magicznym sposobem można uzasadnić budowę tego monumentu?

Owszem, można szukać analogii. W końcu żołnierze ci też przybyli w sprawie służbowej, a nie jako turyści. Choć najpewniej nie brakowało im atrakcji turystycznych. Zapewne nie raz skorzystali z okazji by poznać napotkanych tubylców nieco bliżej – zwłaszcza tych płci pięknej. A wypić i zakąsić też mogli w oparciu o lokalne zasoby. Wprawdzie kradzione nie tuczy, co potwierdza opis zmizerniałych i wycieńczonych żołnierzy bolszewickich w Przedwiośniu S. Żeromskiego. Co nie znaczy, że nie smakuje  – o czym zapewne każdy sołdat chciał się przekonać osobiście. Czuję przez skórę, że idąc tym tropem można uzasadnić nawet zastosowanie fotela przewodniczącego japońskiego parlamentu w charakterze podnóżka lub nadanie szlacheckiego tytułu szoguna.

Maciej Wocial
Eurosceptyk, miłośnik historii i dawnej broni palnej. Uważa, że zdrowe ryby płyną pod prąd.