Kim był polski Indianin Stanisław Supłatowicz
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Polski Indianin czyli balon pełen fikcji

Polski Indianin czyli balon pełen fikcji

Gabriel Maciejewski | Coryllus

8 lipca na gdańskim cmentarzu Srebrzysko odbył się dziwny pogrzeb. Na trumnie nieboszczyka leżała biało czerwona wstęga z literami AK, oraz indiański pióropusz. Zmarły bowiem, jak utrzymywały media i on sam za życia, był pół krwi Indianinem pochodzącym z plemienia Shawnee. Naprawdę nazywał się Stanisław Supłatowicz, ale używał stale rzekomo indiańskiego imienia Sat Okh, co miało znaczyć Długie Pióro.

Zmarły rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych, ukazała się wtedy jego książka pod tytułem „Ziemia słonych skał”. Książkę te napisał w rzeczywistości Jerzy Broszkiewicz, autor popularnych książek dla młodzieży, ale dla podniesienia atrakcyjności tej prozy, podpisano je  indiańskim imieniem Sat Okh, a na czwartej stronie okładki umieszczono zdjęcie Stanisława Supłatowicza. Tak rozpoczęła się niezwykła kariera tego niezwykłego człowieka. Sat Okh przebrany w strój indiański występował w programach dla młodzieży i opowiadał o swoim życiu na dalekiej, kanadyjskiej północy, nad Wielkim Jeziorem Niedźwiedzim. Legenda jego życia, bo trudno doprawdy uznać ją za rzeczywisty życiorys, mówiła, że jego matka, zesłana na Syberię za udział w rewolucji 1905 roku, przepłynęła w czółnie cieśninę Beringa i dostała się na Alaskę, stamtąd do Kanady, a tam poznała wodza Indian Shawnee, z którym miała dziecko, chłopca imieniem Długie Pióro. Z chłopcem tym przyjechała do Polski tuż przed wybuchem II wojny światowej i już tu zostali.

W czasach kiedy Sat Okh występował w komunistycznej telewizji nie wspominał nawet o swojej służbie w AK w okręgu świętokrzyskim i w ogóle mało mówił o przeszłości. Ta część legendy, dotycząca jego walk z Niemcami została dobudowana później. My teraz zajmijmy się jej wersją podstawową. Ludzie, którzy ją stworzyli nie mieli pojęcia ani o Indianach, ani o Ameryce, ani nawet o pływaniu czółnem po otwartych wodach. Nie ma możliwości, by kobieta, nawet w towarzystwie kilku mężczyzn przepłynęła czółnem cieśninę Beringa. To jest kłamstwo tak jawne, że aż przykro się je czyta. Pomiędzy wybrzeżem Alaski a Wielkim Jeziorem Niedźwiedzim rozciągają się nieprzebyte przestrzenie, nad którymi do dziś najlepiej przelatywać śmigłowcem. W jaki sposób miała je pokonać kobieta, która dopiero co przepłynęła w nieludzkich warunkach wielką cieśninę? Wcześniej zaś była osadzona w jakiejś ponurej wiosce na Syberii.

Legenda Sat Okha podobała się jednak wszystkim i wszyscy ją powtarzali. Łatwo było w nią uwierzyć, nie było internetu, dostęp do informacji nie istniał w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Dlaczego jednak dziś ludzie wciąż wierzą w te kłamstwa tego nie sposób dociec. W języku Indian Shawnee nie istnieje taka zbitka głosek jak Sat Okh, plemię to nigdy nie mieszkało na dalekiej północy. Shawnee to amerykańscy Indianie, którzy po ciężkich walkach toczonych na początku XIX wieku z osadnikami i armią USA, zostali przesiedleni do Oklahomy. Sat Okh zaś utrzymywał, że przedostali się przez granicę z Kanadą, a tam Brytyjczycy przesiedlili ich na północ. Nikt nigdy nie potwierdził tej fikcji, a mimo to ludzie w nią wierzą. W nowych czasach, kiedy telewizja przestała zapraszać Supłatowicza do studia, uznając, że jest on jednak nieco zbyt archaiczny, a do tego ciągle zmienia treść swojej legendy – pewnego dnia oznajmił, że jest wnukiem wielkiego Tecumseha – dobudował on dalszą, jeszcze bardziej niewiarygodną część swojego życiorysu. Zaczął opowiadać, jak walczył z Niemcami w Górach Świętokrzyskich, potem zaś jeszcze bardziej ubarwił swoją historię mówiąc, że jego matka ukrywała w ich mieszkaniu, w Radomiu żydowską dziewczynę, zastawiając jej kryjówkę przepierzeniem z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Kiedy na ekrany kin wszedł film „Wichry namiętności”, w którym widzimy jak Brad Pitt skalpuje niemieckich żołnierzy, Supłatowicz zaczął opowiadać, że on też skalpował Niemców w czasie wojny. Nikt nie zwrócił uwagi na ten absurd. Szczytowym punktem tej trwającej całe życie mitomanii była gawęda o tym, jak to dzielny Sat Okh, który w partyzantce miał pseudonim Kozak, (bo jak inaczej!), szedł po dnie rzeki z torbą pełną trotylu, żeby wysadzić most. Oddychał przy tym, przez wąską rurkę. Każdy kto choć raz próbował zanurzyć się w wannie i oddychać przez rurkę wie, że jest to niemożliwe. To jednak nie koniec. Na terenie, gdzie rzekomo działał oddział, w którym Supłatowicz wykonywał misje niewykonalne, płyną dwie rzeki – Kamienna i Pilica. Obie są płytkie i mowy nie ma o tym, by dorosły człowiek poruszał się po dnie nie zauważony przez ludzi stojących na brzegu. To jest komedia.

Mimo tych wszystkich, jawnych i oczywistych kłamstw, postać Stanisława Supłatowicza fascynowała wiele osób. I to jest coś rzeczywiście zagadkowego. Ludziom bowiem, jak mniemam, zdawało się i zdaje nadal, że te wyssane z palca bujdy dodają im i miejscom gdzie przyszło im żyć egzotycznej atrakcyjności. Oto ostatnio radni Szydłowca uchwalili, że przebiegający przez gminę odcinek drogi krajowej nr 7 będzie nosił imię Sat Okha. Został on nawet odznaczony krzyżem walecznych.

Kim był w rzeczywistości Stanisław Supłatowicz? Marynarzem, pływał na transatlantykach i jak wszyscy pływający tam marynarze robił kokosowe interesy w portach całego świata. Bardzo późno przyjechał do Polski z ZSRR, urodził się najprawdopodobniej na Syberii, słabo znał angielski, a wszystkie indiańskie słowa i zwyczaje, którymi epatował swoją publiczność zaczerpnął z „Pieśni o Hajawacie” Longfellowa.

Gabriel Maciejewski | Coryllus
Autor serii książek popularyzujących historię ukazujących się pod zbiorczym tytułem Baśń jak niedźwiedź. Wydawca i autor popularnego, politycznego bloga www.coryllus.pl
  • Karin

    Przykro ale z całą pewnością opowieść o kokosowych interesach robionych przez marynarzy w portach całego świata to bujda. Jestem z Gdyni, każdy mężczyzna w mojej rodzinie pływał, niektórzy dalej pracują na morzu. Wiem, co mówię
    Więcej rzetelności

    • Alex Malinow

      Marynarze robili kokosowe interesy aż do upadku komuny. Zarabiali w dolarach, a ponadto szedł przemyt.

  • Stah Baumer

    Nawet jesli jest troche ubarwien to co z tego? I tak jest lepszy niz NRD owski Winetou (co sie tlumaczy: Syna Lewaków z Francji) Stah Baumer

  • Stalagmit

    … Poza tym Indianinem radzieckim był Supłatowicz praktycznie przez cały czas, w ZSRR wydawano jego książki w wielkich nakładach, często tam jeździł i spotykał się z pisarzami sowieckimi w Kijowie i w Moskwie, jego książki były adaptowane i przerabiane przez rosyjskich pisarzy. W 1984 roku jeden z teatrów w Moskwie wystawił nawet sztukę na podstawie „Ziemi słonych skał”. Informacje na ten temat znajdują się w artykule „Some Russian responses to North American Indian cultures” Aleksandra Vaschenko, w książce Indians and Europe: An Interdisciplinary Collection of Essays (https://books.google.pl/books?id=teNPu1-uVjQC&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false ). Wydaje się, że cała rzekoma historia jego życia została sfabrkowana w ZSRR. Potwierdzał by to film animowany/seria przeźroczy z podpisami wyprodukowana w Rosji w 1970 roku pt. Сат-Ок сын Белой Тучки (Sat-Okh syn Bałej Chmury). Jest tam mowa o zarówno rzekomych indiańskich korzeniach Supłatowicza, jak i rozgłaszanych przez niego później fantastycznych przeżyciach wojennych (aresztowanie, ucieczka z transportu do obozu, walka w partyzantce). Oczywiście podkreślono propagandowo „wyzwolenie” Polski przez Armię Czerwoną, a także rzekomą rewolucyjną działalność jego matki. Można sobie to wszystko zobaczyć tu: http://diafilmy.su/2598-sat-ok-syn-beloy-tuchki-2.html , Rosjanie wrzucili to do internetu. Wygląda na to, że Sat Okh był w całości wytworem radzieckiej propagandy.

    • Norek

      Bardzo ciekawy głos w dyskusji i co najważniejsze rzeczowy. Chyba rozwiewa resztki wątpliwości, jeśli ktoś je jeszcze miał.

      • Stalagmit

        Tutaj linki dla Pana, na wypadek, gdyby któryś nie działał:
        http://powstanie1863.zsi.kielce.pl/index.php?id=m07
        http://ic.pics.livejournal.com/krolik_ja/14516128/1908/1908_900.jpg
        https://books.google.pl/books?id=teNPu1-uVjQC&printsec=frontcover&hl=pl#v=onepage&q&f=false
        http://diafilmy.su/2598-sat-ok-syn-beloy-tuchki-2.html

        Jeszcze kilka informacji, skoro już zacząłem rozbierać tą postać na czynniki pierwsze:
        – Autor artykułu słusznie podsumował kanadyjsko-indiańskie opowieści Supłatowicza jako fałszywe, w północno-zachodniej Kanadzie nie mieszkają i nigdy nie mieszkali Szaunisi, tylko ludy mówiące językami Na-Dene (należących do rodziny języków Dene-Jenisejskich), jeden z poprzednich komentatorów chyba niedokładnie przeczytał hasło w angielskiej wikipedii o Szaunisach, bo nic tam nie ma o ich migracji do północno-zachodniej Kanady, tutaj kilka ilustracji przedstawiających Indian Na Dene (z różnych plemion) z obszaru płn.-zach Kanady, można porównać ze zdjęciem Supłatowicza:
        http://webspace.webring.com/people/ji/impurplehawk/detail.jpg
        http://www.tlicho.ca/sites/default/files/styles/page_header/public/jk.jpg?itok=vvVvjuYw

        – ani rzekomego imienia Sat-Okh, ani imion jego domniemanych członków indiańskiej rodziny nie sposób się doszukać w dostępnych słownikach i tezaurusach języków Indian Ameryki Północnej, ani w języku Szaunisów, ani w językach Na-Dene, w języku Szaunisów pióro to „mikona”, chmura „pasquawke” a orzeł „pele’thi”, co raczej podważa wiarygodność imion Sat-Okh (rzekomo Długie Pióro) i Leoo-Karko-Ono-Ma (rzekomo Wysoki Orzeł) i Ta-Wah (rzekomo Biała Chmura), tezaurus języka Szaunisów można przejrzeć tu: http://reocities.com/southbeach/cove/8286/speach.html

        – już wielokrotnie zwracano uwagę na liczne nieścisłości, wymysły i przekłamania we wspomnieniach Supłatowicza i jego książkach, zwłaszcza te odnoszące się do przyrody i realiów indiańskiego życia, np.: opisy totemów z lipowego drewna, na obszarach daleko na północ, gdzie nie rośnie lipa, zupełnie fantazyjny, nie odpowiadający realiom regionu doliny rzeki Mackenzie opis kanadyjskich lasów (są one w tym regionie rzadkie, a nie gęste, jak to opisano w „Ziemi słonych skał”, nie ma tam w ogóle sosen i grabów, opisywanych w tej książce), na północy Kanady nie żyły nigdy opisywane przez Supłatowicza mustangi, a wymieniane przez niego daniele (Dama dama) w ogóle nie pochodzą z Ameryki Północnej, umieszcza on typowe dla Indian prerii opisy życia, realiów i zwyczajów na obszarze dorzecza Mackenzie i okolic Wielkiego Jeziora Niedźwiedziego i Wielkiego Jeziora Niewolniczego, opisy życia poszczególnych zwierząt (zająców, jeleni, niedźwiedzi, reniferów) również nie dopowiadają ich realnej biologii i zwyczajom, Supłatowicz jako jedyną broń Indian wymienia łuki i strzały, a w latach 20-tych XX w. Indianie w Kanadzie posiadali już sporo broni palnej w obfitości, tutaj zdjęcie doliny rzeki Mackenzie:
        http://www.travelinnorthwestterritories.com/images/content/site/lrg/lrg744.jpg
        i okolic Wielkiego Jeziora Niedźwiedziego:
        http://2.bp.blogspot.com/-VnA6hgMpCqs/UNKGzl4MSyI/AAAAAAAAAoc/VC6FYsmdJS0/s1600/Great+Bear+Lake.jpg

        • Tomi

          To chyba kończy dyskusję. Chyba, że ktoś znajdzie jakieś kontrargumenty.

      • Stalagmit

        Kolejna porcja
        danych:

        – nikt właściwie
        nie określił, gdzie została zesłana po 1905 roku Stanisława
        Supłatowicz. Najczęściej pisze się enigmatycznie o Syberii. A
        przecież Syberia to ogromna kraina geograficzna licząca 12,5 mln
        kilometrów kwadratowych, obejmująca m.in. Nizinę
        Zachodniosyberyjską, Wyżynę Środkowosyberyjską, liczne łańcuchy
        górskie: Sajany, Góry Stanowe, Góry Wierchojańskie i inne,
        ponadto tysiące miast, miasteczek i mniejszych osad. Pani K.
        Krępulec w swojej pracy wymienia jako możliwe miejsca zesłania:
        Kraj Jakutów, Irkuck, przy czym żadnego z tych miejsc nie stara się
        zweryfikować, opiera się na niezbyt wiarygodnych informacjach
        pisarzy radzieckich i artykułach z polskiej prasy. Cytuje
        oświadczenie Stanisławy Supłatowicz z 1958 r. wymieniające
        Kiryńsk- nie ma takiego miasta w Rosji, natomiast istnieje Kireńsk,
        w obwodzie irkuckim (miejsce zesłania wielu Polaków m.in. Józefa
        Piłsudskiego w latach 1887-1890). Trudno jednak w jakikolwiek sposób
        te informacje zweryfikować. Nie też żadnego potwierdzenia, że
        Stanisława Supłatowicz rzeczywiście należała do PPS czy SDKPiL,
        nie znalazła go nawet K. Krępulec. Nie ma także żadnych dowodów
        na jej późniejszy pobyt na Czukotce, poza tym trzeba pamiętać, że
        z Kireńska na Czukotkę jest ponad 4000 km,

        -opis rzekomego
        przepłynięcia Cieśniny Beringa w czółnach przez Stanisławę
        Supłatowicz i jej towarzyszy jest zupełnie niewiarygodny. Cieśnina
        Beringa w najwęższym punkcie, pomiędzy Przylądkiem Dieżniowa na
        Półwyspie Czukockim i Przylądkiem Księcia Walii na Półwyspie
        Sewarda, wynosi około 82 km w linii prostej. Panuje tu klimat
        subpolarny, z niskimi temperaturami (tylko w ciągu krótkiego
        polarnego lata średnia temperatura sięga 10 stopni Celsjusza), a
        sama Cieśnina Beringa niekiedy całkowicie zamarza w zimie (co już
        na wstępie poddaje w wątpliwość o zimowej wyprawie na czółnach).
        Poza tym już od 1880 roku na wybrzeżach Półwyspu Czukockiego
        działały rosyjskie patrole wojskowe i straże przybrzeżne
        strzegące Cieśniny przed nielegalnym przekraczaniem granicy w obie
        strony. Stany Zjednoczone i rosja już w XIX wieku podpisały
        konwencję o ekstradycji zbiegów, więc ucieczka na Alaskę niewiele
        by w opisywanej sytuacji pomogła. Już od 1900 roku na Półwyspie
        Czukockim pojawili się w duże liczbie przybysze z Ameryki, w tym
        przedstawiciele kompanii handlowych eksploatujących miejscowe
        bogactwa naturalne. O tym rzekome wspomnienia Supłatowiczów jakoś
        nie wspominają…

        mapa morska Cieśniny
        Beringa:

        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0a/Operational_Navigation_Chart_C-8%2C_2nd_edition.jpg

        Cieśnina Beringa
        zamarznięta zimą, zdjęcie satelitarne:

        http://earthobservatory.nasa.gov/IOTD/view.php?id=77461

        mapa Rosji i Syberii
        (fizyczna):

        http://russia.pk/wp-content/uploads/2013/06/Russian-physical-map.gif

        -ucieczka przez subarktyczną tundrę i tajgę Alaski, przez
        pustkowia gór (Góry Brooksa, Góry Mackenzie) bagna i doliny
        rzeczne (Jukon i Mackenzie wraz z dopływami) to niewiarygodny
        zupełnie wyczyn dla jednej kobiety, nie istnieje też szczep
        indiański „Tlinglit-Szewana”
        (wymieniony w pracy K.
        Krępulec), istnieją natomiast Indianie Tlingit, zamieszkujący
        północno-zachodnie wybrzeże Oceanu Spokojnego, Wyspy Aleksandra i
        nadmorskie stoki Gór Nadbrzeżnych – nie zamieszkują Gór
        Mackenzie ani Doliny Rzeki Mackenzie, tym bardziej nie ma ich w
        okolicach Wielkich Jezior: Niedźwiedziego i Niewolniczego, tam
        zamieszkuje lud Tlicho (zapisywany też jako Tłı̨chǫ,
        a także Dogrib).
        Nie ma tam I
        nigdy nie było żadnych Szaunisów, dodam jeszcze że w języku
        Dogrib, krórym mówią Tlicho
        chmura to kʼóh, pióro to tʼáh (to tak odnośnie
        wymyślonych przez Supłatowicza imion),

        tezaurus języków
        Na-Dene, m.in. języka Dogrib:

        http://starling.rinet.ru/cgi-bin/response.cgi?root=new100&morpho=0&basename=new100ndepca&limit=-1

        mapa ludów
        indiańskich Kanady:

        http://firstpeoplesofcanada.com/images/firstnations/teachers_guide/subarctic/subarctic_map.jpg

        -teren
        wokół Wielkiego Jeziora Niewolniczgo, Wielkiego Jeziora
        Niedźwiedziego, oraz dorzecza rzeki Mackenzie I Gór Mackenzie był
        już od klat 90-tych XIX wieku penetrowany intensywnie przez białych
        poszukiwaczy złota, traperów, geologów I przedsiębiorców, od
        początku XX w. eksploatowano tam ropę naftową, złoto, później
        także uran, działały tu liczne kompanie wydobywcze, np. Imperial
        Oil, w 1930 roku odkryto w tym rejonie złoża uraninitu, Indianie
        powszechnie polowali na zwierzęta futerkowe za pomocą broni palnej
        i sprzedawali skóry białym handlarzom, to wszystko zupełnie nie
        przystaje do realiów z opowieści i książek Supłatowicza,

        historia nowożytna
        ludów Dene (Na-Dene):

        https://www.denenation.ca/history/

        zdjęcia z lat
        20-tych i 30tych przedstawiające Indian Dene (widać europejskie
        ubrania i elemnty kultury materialnej- nieskażeni cywilizacją
        Indianie supłatowicza to mit):

        https://www.denenation.ca/wp-content/uploads/2014/02/men_with_trapped_fur.jpg

        https://www.denenation.ca/wp-content/uploads/2014/02/dene_arriving_in_canoes_at_ft._resolution.jpg

        https://humanrights.ca/sites/default/files/media/sayisi-dene-2-480.jpg

        -jeżeli
        się dokładnie przejrzy ten radziecki zbiór slajdów z bajką o
        Sat-Okhu z 1970 roku,
        do którego podałem linka,
        to widać tam dwa
        szokujące wymową propagandową obrazki: Sat-Okh męczony przez
        siostry zakonne w szkole klasztornej do której został wysłany
        przez matkę, oraz Sat-Okh
        wstepujący po wyzwoleniu do „ludowego wojska polskiego”, który
        kończy kursy i zostaje oficerem- wymowa propagandowa tych bajeczek
        jest chyba dla każdego oczywista, poza
        tym Henryk Podkowiński ps. Ren, dowódca oddziału, który rzekomo odebrał od Supłatowicza przysięgę w AK był w rzeczywistości żołnierzem NOW, a dopiero później dołączył do AK (zmarł w 2001 r.) nigdy tego faktu nie potwierdził,

        slajdy
        z radzieckiej bajki:

        http://diafilmy.su/uploads/posts/2014-03/1395558351_32.jpg

        http://diafilmy.su/uploads/posts/2014-03/1395558370_33.jpg

        http://diafilmy.su/uploads/posts/2014-03/1395558377_34.jpg

        http://diafilmy.su/uploads/posts/2014-03/1395558334_38.jpg

        http://diafilmy.su/uploads/posts/2014-03/1395558512_50.jpg

        -wiele osób, nie tylko z Polski zakwestionowało prawdziwość opowieści
        Supłatowicza w internecie, można poczytać (częściowo w językach
        obcych, angielskim i rosyjskim):

        http://krolik-ja.livejournal.com/8097.html

        http://www.liveinternet.ru/users/word_solo/post251204857/

        http://www.indianie.info/viewtopic.php?f=75&t=493

  • Stalagmit

    Ciekawe śledztwo Pan przeprowadził. Wiadomo, że Supłatowicz nigdy w Kanadzie nie był. Pozwolę sobie dołożyć trochę od siebie. Na stronie internetowej opisującej część grobów cmentarza w Kielcach, gdzie pochowano jego matkę (http://powstanie1863.zsi.kielce.pl/index.php?id=m07), napisano: „Wg relacji potomków Stanisława Okólskiego – cały wątek związany z pobytem Stanisławy w Kanadzie oraz indiańskim pochodzeniem Sat-Okh – Długie Pióro, stanowi wyłącznie wytwór literackiej fantazji.”
    Ale „cuda” związane z jego rzekomą służbą w AK są jeszcze ciekawsze. Pierwsza pisemna wzmianka na ten temat pojawia się dopiero w 1988 roku. Otóż istnieje taka książka Wojciecha Borzobohatego „”Jodła” Okręg radomsko-kielecki ZWZ-AK 1939-1945″. Miała ona 2 wydania: pierwsze w 1984, drugie w 1988 roku. W pierwszym wydaniu nie ma w ogóle mowy o S. Supłatowiczu. Natomiast w wydaniu drugim, z 1984 roku (Wyd 2. popr. i rozsz.) znajdują się dwa zdjęcia S. Supłatowicza: pierwsze, nie wiadomo kiedy i przez kogo zrobione, przedstawiające młodego, szczupłego człowieka w cywilnym ubraniu (jest w garniturze i pod krawatem), podpisane: „Stanisław Supłatowicz, pchor. Kozak, 72 pp. AK”, oraz drugie, przedstawiające starszego już Supłatowicza w stroju indiańskiego wodza, w pióropuszu, z podpisem: „Stanisław Supłatowicz- Sat-Okh w stroju Indian z plemienia Shawnee, syn wodza Indian kanadyjskich i matki Polki, wnuczki powstańca z 1863 roku”. (tu można sobie zobaczyć przedruk tych zdjęć z jakiejś gazety, z nieco zaburzonym opisem i w odwrotnej kolejności: http://ic.pics.livejournal.com/krolik_ja/14516128/1908/1908_900.jpg)
    Trzeba podkreślić, że jest to jedyna wzmianka o Supłatowiczu w tej książce. Nie ma w niej opisu jego rzekomych bohaterskich czynów, nie wspomina się o nim także w opisie walk jednostek, w których rzekomo służył (72 pp. AK i 25 pp. AK). Poza tym żadna, poza Supłatowiczem, osoba opisywana w książce nie została zilustrowana za pomocą dwóch zdjęć (a jest sporo zdjęć w tej książce). Dodam, że bohater całej afery nie pojawia się oczywiście na żadnym zdjęciu z terenu, przedstawiającym partyzantów w lesie, na wsi lub w czasie walki. Nasuwa się pytanie, po co ktoś te zdjęcia z opisami tam umieścił? Przecież nie było problemu z umieszczeniem informacji o wojennych wyczynach gwiazdy PRL-owskiej telewizji w książce z lat 80-tych. Chyba tylko po to, żeby uwiarygodnić późniejsze konfabulacje S. Supłatowicza. W 2007 roku pojawił się nawet film („Wojownik z urodzenia”), w którym Supłatowicz powtarza cały swój wymyślony życiorys, pojawiają się też ludzie z AK, potwierdzający jego służbę w tej formacji. Jest to wysoce podejrzane, bo ani na stronie internetowej Światowego Związku Żołnierzy AK (armiakrajowa.org.pl),ani na stronie AK okręgu Kielce (http://akokregkielce.pl/?h) nie ma kompletnie żadnych informacji o Supłatowiczu i jego rzekomej służbie w AK. Wychodzi na to, że w roli partyzanta też został przez kogoś obsadzony…

  • Bobi

    Niby szkoda, a z drugiej strony, nie wyrosnąć to znaczyło by zostać niedojrzałym dzieciakiem, żyjącym w sferze marzeń i fantazji. Dzieciakowi to wypada, dorosłej osobie – nie bardzo.

  • Bobi

    Co to znaczy lubi być oszukiwany? To zwalanie winy na tych, którzy są ofiarami tych wszystkich kłamstw. Każda rozsądna osoba, chce znać prawdę, ale jeśli prawda jest niewygodna dla elit, to one nie pozwolą by dotarła do „ludu”.

  • Tomasz

    Proszę nie używać terminów, których znaczenia Pan nie rozumie i nie zna. OZI w terminologii służb specjalnych PRL oznaczało Osobowe Źródło Informacji. To OZI byli prowadzeni przez jakiegoś funkcjonariusza, a nie odwrotnie, bo OZI były osoby spoza resortu. Do kategorii OZI przypisanych były wiele różnych rodzajów współpracy na rzecz służb, mniej lub bardziej świadomych. A co do tej siódemki, to niby co ona ma oznaczać ? Rzymska numeracja Departamentów MSW i pionów SB kończyła się na liczbie VI.
    A stwierdzenie o konieczności przechodzenia przez „filtr bezpieki” osób występujących w TVP jest nie nieprawdziwe. Nawet dziennikarze nie przechodzili przez taki „filtr”. Partia naprawdę mała inne metody weryfikowania dziennikarzy, a ci bez SB już dobrze wiedzieli co można, a co nie. Do tej pory w katalogu osób rozpracowywanych przez służby specjalne PRL prowadzonym przez IPN (dostępny w Internecie) umieszczono 10 000 osób za wszystkie lata komuny. Zakładając że jest to tylko 1/10 wszystkich, to jest to liczba śmiesznie mała wobec prezentowanych tutaj wyobrażeń. Władza i tak nie ufała (słusznie) żurnalistom, bo w PRL musiał istnieć urząd cenzury. Polska była jedynym krajem wśród WSZYSTKICH bloku sowieckiego gdzie taka instytucja istniała.
    Łatwo to wszystko można sobie sprawdzić czytając książki. A jak ktoś tego nie lubi to można zajrzeć do Wikipedii i na strony IPN (gdzie np. jest słowniczek terminów służb specjalnych).

  • Gabriel Maciejewski

    Aha i jeszcze jedno, bo pan ciągle o tym AK. Indianie Shawnee nigdy nie mieszkali nad Wielkim Jeziorem Niedźwiedzim ani nad Wielkim Jeziorem Niewolniczym. Nie było ich tam, rozumie Pan….Nie odbyli żadnej wędrówki znad rzeki Ohio do północnej Kanady

  • Gabriel Maciejewski

    Nie ma go w żadnych papierach. Uciszono dziennikarzy „Dziennika bałtyckiego”, którzy jeszcze w latach 90-tych rozpoczęli akcję demaskacyjną pana Supłatowicza. Kolegów z wojska nie ma. Tu chodzi głównie o to, że on mimo tych wszystkich uwikłań, by po prostu ciężko zaburzony. Poza tym wiem, że żyją jego dzieci, z dwóch chyba małżeństw, które nie życzą sobie rozgłosu.

    • Pogromca plagiatorów

      Czy zatem problem sprowadzałby się do rozstrzygnięcia:

      1) czy mieliśmy do czynienia z człowiekiem uwikłanym, wykorzystanym i chorym (mitomanem, fantastą itp.), czy

      2) bezczelnym wyrachowanym oszustem, który działał na zlecenie.

      Zdemaskowanie w obu przypadkach wydaje się jednak konieczne, skoro jakiś samorząd postanowił upamiętnić takiego typa, czyli utrwalić kłamstwo wierutne. Mnie jednak bardziej zastanawiają te groźby… Zwykłego świra nikt by tak nie osłaniał. Czy ktoś nie obawia się, że zdemaskowanie Supłatowicza spowoduje, że z szafy jakiś trup wypadnie i uruchomi się proces, którego nikt nie będzie w stanie zatrzymać? O co tu w istocie chodzi?

      • Gabriel Maciejewski

        O nadanie polskiej myśli patriotycznej charakteru jarmarcznej łatwej do zdemaskowania fałszywki. Supłatowicz był mitomanem dotkniętym szeregiem psychoz. Przyjechał tu z Rosji.

        • Norek

          Chyba trafniejsze było by stwierdzenie „przysłali go do nas z Rosji”.

  • Głupi

    Świetny tekst, dobrze obrazuje naszą polską rzeczywistość. Przykre tylko to, że niby czasy się zmieniły, ustrój się zmienił, a ciemny lud nadal jest oszukiwany przez włodarzy.

  • szym

    Podaję za Wikipedią: Henry Wadsworth Longfellow, Pieśń o Hajawacie, przełożył Roman Jackow, opracował Stanisław Helsztyński, Ossolineum, Wrocław 1960

  • Lukas

    To byl chory czlowiek i w dodatku żyl w takiej rzeczywistosci, w ktorej władze go po prostu wykorzystala. Nie ma co sie z niego nasmiewac. Ja mu po prostu wspolczuje.

    • Kama

      Zgodzę się. Ja nie rozumiem tej całej nagonki i wielkiego larum, że to wszystko jest nieprawdą. Ba, wystarczyło spojrzeć na autora aby samemu wysnuć takie wnioski, ale po co od razu robić burzę? Ilu ludzi koloruje swoje życie, a ja jestem zdania, że na ludzi powiązanych ze sztuką można przymknąć bardziej oko, bo to ludzie o innej wrażliwości oraz innym spojrzeniu na świat.

  • Bobi

    Samo kłamstwo nigdy nie wyjdzie na jaw. Są potrzebni ludzie, którzy je wyciągną i pokażą. Inaczej nie ma co liczyć na prawdę. Dlatego tak cenne są artykuły p. Gabriela.

    • Karols

      No w tym przypadku kłamstwo wyszło na jaw dzięki Panu Gabrielowi. Sęk w tym, że jednak ono ujrzało światło dzienne.

  • Gabriel Maciejewski

    Ta praca magisterska to komedia. Żołnierz AK w komunistycznej telewizji przebrany za Indianina, niech pan da spokój. Może lepiej niech pan zacytuje to wyjaśnienie. A jest tam wyjaśnienie, jak udało mu się podczołgać do mostu po dnie rzeki z rurką w ustach? Może pan zrobi eksperyment i położy się w wannie z taką trzcinką w paszczy, a potem spróbuje oddychać,co? Praca magisterska nie jest tekstem źródłowym, to jest wizja w dodatku fałszywa

    • Tomasz

      Jak wynika z tego komentarza nie czytał Pan tej pracy. Autorka nie zajmuje się trzcinką, a źródłami, z których jednoznacznie wynika, że facet był w AK. Ta praca jest dobrze udokumentowana i sprawia wrażenie obiektywnej, bo przedstawia wszystkie wątpliwości, które również pan podnosi. A co do tego co jest źródłem historycznym, no to proszę o wybaczenie, ale chyba nie jest to miejsce na wykład o podstawach warsztatu historyka czy w ogóle badacza w zakresie nauk humanistycznych.

      • szym

        Nawet jeśli faktycznie można udowodnić, że był w AK, to już opisy jego dokonań tam, budzą zrozumiałe zwątpienie. I nie ma co się tu powoływać na źródła, bo wystarczy zdrowy rozsądek.

      • Gabriel Maciejewski

        Autorka nie zajmuje się źródłami tylko pogłoskami. Nich pan może zacytuje te dobrze udokumentowane fragmenty pracy, co? A dlaczego to nie jest miejsce na wykład? Domaga się pan ode mnie dowodów, a potem ucieka jak mysz do dziury, bo to nie jest miejsce na wykład. Dwaj pan te fragmenty pracy dotyczące jego udokumentowanego udziału w AK i będziemy dyskutować.

        • Jot

          O co taki spór? Wiadome, że to była postać fikcyjna kreowana przez prawdziwą osobę.

          • Gabriel Maciejewski

            Ja nie wiem o co ten spór, bo dla mnie rzecz jest klarowna. Może pan Tomasz jest z Szydłowca i zależy mu na tej obwodnicy

  • Gabriel Maciejewski

    To może jest bardziej do administracji pytanie

    • Typo

      W takim razie przepraszam. Przypuszczałem, że to było domyślne podczas pisania.

  • Gabriel Maciejewski

    Oczywiście, że próbowano i to nie raz, ale skutecznie tych ludzi uciszano. To wydanie nich pan sobie kupi

    http://antykwariat-minerwa.pl/ziemia-slonych-skal/ i przeczyta co jest na 4 stronie okładki.

    • szym

      Czytałem tę książkę jako gówniarz. Ale dziś niewiele już z niej pamiętam. Chyba warto sobie odświeżyć.

      • Gabriel Maciejewski

        To bardzo słaba książka

        • szym

          Często tak jest. To co podobało mi się, jak byłem nastolatkiem,
          rozczarowuje mnie jako osobę dorosłą. Dzięki za radę. Nie będę marnował
          na nią czasu.

  • Gabriel Maciejewski

    Może niech pan sam przeprowadzi to śledztwo dobrze…moja wersja dodaje biednemu, choremu człowiekowi jakiegoś romantyzmu przynajmniej, a pańska czyni zeń prostego oszusta…Może nich się pan zajmie badaniem języka shawnee, co?

    • Tomasz

      Ja nie mam i nie przedstawiam żadnej wersji, w przeciwieństwie do Pana. Zadaje pytania odnośnie faktów, które mogłyby potwierdzić Pańskie twierdzenia. Bo jeżeli to są tylko spekulację to akurat Pan czyni z Supałtowicza oszusta nie ja.

      • Gabriel Maciejewski

        Przedstawia pan wersję. Jeśli nie wziął z Longfellowa, a nie mówi w języku shawnee to znaczy, że zmyślił. Supłatowicz był człowiekiem wmanewrowanym i chorym. Co nie znaczy, że trzeba go ze wszystkiego usprawiedliwiać. Nie jest pan w stanie nic w tej kwestii potwierdzić, bo wszelkie materiały są ukryte. Powiem panu tylko, że zanim został Indianinem polskim, był przez moment Indianinem radzieckim. Nawet książkę o nim napisali w ZSRR. Jak panu rzeczywiście na tym zależy to sobie pan ją znajdzie, a jak pan tu przychodzi tylko po to, żeby ponudzić, to niech pan nudzi dalej…

        • Kris

          Bardzo ciekawa dyskusja. Zmusza do zgłębienia tego tematu na własną rękę, żeby nikomu nie wierzyć „na słowo”.

          • Czekolada

            Mam dokładnie tak samo. Siedzę w wolnym czasie i skaczę od źródła do źródła.

  • Tomasz

    Proszę podać źródło za którym napisał Pan, że autorem powieści „Ziemia słonych skał” jest Jerzy Broszkiewicz.

    • Gabriel Maciejewski

      Niech pan sobie kupi wydanie z lat siedemdziesiątych, okay…

    • tomasz

      Nie bardzo to rozumiem. Wydanie jakiej powieści z lat
      siedemdziesiątych mam sobie kupić i jaką kwestię to wyjaśni? Proszę napisać coś
      bliżej. A może najlepiej podać tytuł, autora i rok wydania.
      Ja nie próbuję wchodzić w polemikę. Chciałbym ustalić jak najwięcej faktów
      związanych z tą postacią. Nikt do tej pory nie próbował rzetelnie rozprawić się
      z jego legendą, mitem czy autokreacją.

  • Eliza

    Jeśli o mnie chodzi, to ten pan mógłby mówić, że jest nawet pół-Marsjaninem, i jedynie by mnie to rozbawiło, ale opowiadanie o tym, że działał w AK, podczas gdy mija się to z prawdą, powinno być ścigane z urzędu.

    • Lucy

      No nie przesadzajmy. Czy sąd ma za mało pracy, żeby mu jeszcze takie głupoty dokładać?

    • Gabriel Maciejewski

      Zbigniew Herbert też opowiadał, że był w AK, a nie był.

  • AAluniaa86

    Ludzie zawsze lubili baśnie i legendy, choć zdawali sobie sprawę, że nie są prawdziwe. Ot, taka ludzka natura. Myślę, że powyższa historia jest na to najlepszym dowodem. I nie przypisywałabym jej drugiego dna.

  • Tomi

    W gruncie rzeczy śmieszna historia. Cóż, nie on pierwszy i nie ostatni, który ubarwia swój życiorys, a ludzie mu wierzą. Jak ktoś lubi takie bajki zamiast rzeczywistości – trudno, jego wybór.

    • Ameba

      Dziwne masz poczucie humoru. Mnie nie śmieszy, że ktoś sobie przypisuje nie swoje zasługi, że fałszuje historię, że lansuje swoją postać, kłamiąc i matacząc.

    • Gabriel Maciejewski

      Pan tego nie pamięta, ale on co dwa tygodnie był w telewizji, mówił tak – howgh, witam moich białych braci, a potem kazał nam się wstydzić za eksterminację Indian w USA

      • Tomi

        No fakt, nie pamiętam. Brzmi to trochę kuriozalnie, kazać się nam wstydzić, za eksterminację Indian. Zupełnie pomieszanie pojęć i faktów. Dziwię, że jednak byli ludzi, którzy „kupowali” tę historię.

    • Jasminum.J.

      Dla wielu to nie wybór.

  • tadman

    Sprawa z pozoru błaha, ale pokazuje, że w podawaniu informacji dezynwoltura, chamstwo i bezczelność odnosi skutek, bo nie podejrzewamy, że można aż tak daleko się posunąć. Jakby tak prześwietlić wiele oficjalnych życiorysów to byłby ubaw. Nasz były prezydent próbował zamiast pióropusza nosić sygnet i zamiast Indianinem Shawnee chciał uchodzić za dobrze urodzonego.

    • Kris

      Dlatego trzeba zawsze sprawdzać tego typu rewelacje i zdecydowanie tępić takich bajkopisarzy. Inaczej będą jeszcze bardziej bezczelni, a my bezradni wobec ich kłamstw.

    • Jasminum.J.

      Albo sytuacja jest czytelna, np oglądamy przedstawienie i wiemy kim jest aktor, nawet gdy ‚w trakcie seansu wierzymy w kreowaną przez niego postać. Albo jest to oszust. Czy z własnej woli ? W PRL? To wykluczone w tamtych realiach.
      Ciekawe jest pytanie o cel takiego przedstawienia.

      • Bobi

        Myślę, że odpowiedź jest dość oczywista. Chodziło zapewne o uatrakcyjnienie szarego świata. Taki Indianin nadawał kolorytu i pokazywał, że PRL „szanuje” takie osobowości. No i lud miał jakąś tam rozrywkę.

  • Jasminum.J.

    Pod jednym z wcześniejszych blogów pojawiło się określenie atrapia.
    A tu znakomita ilustracja do tamtego wątku.

  • Gabriel Maciejewski

    No tak, gdzieś zniknęła data pogrzebu i wygląda tak, jakby ś.p Stanisław zmarł w zeszłym roku, a nie w 2003, jak to miało rzeczywiście miejsce.

    • Pogromca plagiatorów

      Podobno zmarł w szpitalu 7 szpitalu MW. To nie jest szpital dla indian…