ustawa aborcyjna, kompromis aborcyjny, prawo aborcyjne, aborcja
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Polski (nie)kompromis aborcyjny

Polski (nie)kompromis aborcyjny

Rafał Dawoski

Nie lubię dyskusji na temat aborcji. Tematyka ta jest bardzo newralgiczna, a obie strony dyskusji i tak zawsze pozostaną na swoich pozycjach. Przypomina to trochę dyskusję o życiu pozagrobowym – i tak wiadomo, że nikt nikogo nie przekona do zmiany zdania, bo jedni w to życie wierzą, a inni nie. Dlaczego zatem piszę ten tekst? Dlatego, że ku mojej irytacji temat ten znów jest nieustannie odgrzewany. Postanowiłem więc skorzystać z okazji, że i tak już rozpętało się piekło i napisać kilka słów o tzw. kompromisie aborcyjnym obowiązującym w Polsce od 1993 roku.

Nie uważam wcale, że obecnie obowiązującą Ustawę z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży należy nazywać kompromisem aborcyjnym. Słowo „kompromis” nie oznacza bowiem wcale optymalnego rozwiązania sprawy, gdyż zakłada, że obie strony sporu zrezygnowały z części swoich interesów. Jak mawiał pewien profesor, kompromis jest wtedy, gdy obie strony konfliktu są w równym stopniu niezadowolone z przedstawionego rozwiązania. Nasza ustawa nie zasługuje na określenie kompromisem, gdyż jest ona… najlepsza na świecie!

To odważne i pewnie nieco na wyrost stwierdzenie (w końcu nie znam ustawodawstwa aborcyjnego obowiązującego we wszystkich prawie 200 państwach świata) ma jednak głębokie korzenie w racjonalnym i pozbawionym zacietrzewienia podejściu do sprawy.

Przede wszystkim obowiązujące u nas prawo wychodzi z założenia, że aborcja jest złem. Inaczej nie byłaby ona karalna. Można się spierać, jak surowo powinna być karana aborcja i czy karana powinna być też kobieta czy jedynie lekarz, ale podstawowy fakt, że aborcja jest czymś złym nie ulega wątpliwości. I takie założenie jest w pełni zgodne ze zdrowym rozsądkiem – każdy zdrowo myślący człowiek wie, że gdy ginie niewinne ludzkie życie ma się do czynienia ze złem. Czy jest TO już życie także wiadomo – oddzielny byt z osobnym kodem genetycznym powstaje w momencie połączenia się dwóch komórek rozrodczych. Następnie ten ludzki byt przez 9 miesięcy kształtuje się, aby móc samodzielnie żyć, ale od początku do końca jest to coś zupełnie odrębnego od kobiety, w której ciele się on rozwija.

Niby to oczywiste, ale dla zwolenników aborcji to jest prawda nie do przyjęcia. Według nich bowiem przez 9 miesięcy w ciele kobiety rośnie jakiś tajemniczy zlepek komórek (nawet gdy ma już wykształcone wszystkie najważniejsze narządy, w tym mózg i serce) i z którym można zrobić co się nam podoba, a gdy ten zlepek komórek przejdzie przez szyjkę macicy działa jakaś dziwna magia i powstaje człowiek. Niedorzeczne? Widocznie zwolennicy aborcji widzą w tym sens, skoro ze swoich (w swym własnym przekonaniu niezwykle oświeconych) umysłów potrafią całkowicie wyprzeć fakt, że płód to człowiek. Co ciekawe, zazwyczaj nie przeszkadza to tym ludziom być zagorzałymi obrońcami zwierząt, a nawet ideowymi weganami, a jednocześnie nie widzieć nic złego w rozrywaniu na strzępy ludzkiej istoty, ale tego paradoksu nie zrozumiem chyba nigdy. A już tym bardziej nie rozumiem zarzutów, że jeśli ktoś jest przeciwny aborcji, to pewnie boi się proboszcza czy biskupa, bo do braku akceptacji dla miażdżenia szczypcami czaszki innemu człowiekowi niepotrzebne jest wcale wyznawanie tej czy innej religii, a wystarczy zwykła ludzka przyzwoitość.

Nie ma też sensu podejmować debat, czy skoro dla jednych aborcja jest zabójstwem, a dla innych nie, to czy prawo powinno regulować w ogóle tę kwestię, czy nie lepiej to zostawić do wyboru każdemu w jego własnym sumieniu. Nie ma sensu, bo równie dobrze można byłoby pewnie znaleźć ludzi, którzy za zło nie uznają kradzieży, gwałtu, jazdy po pijanemu czy kanibalizmu i którzy zamiast podlegać powszechnie obowiązującemu prawu, woleliby rozstrzygać te kwestie we własnym sumieniu. Krótko mówiąc: zło jest złem.

Niemniej jednak nie żyjemy w świecie idealnym. Czasem niestety możemy mieć do czynienia z mniejszym złem. Nikomu nie życzę takich wyborów, ale przecież każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, gdy każde rozwiązanie, które przed nim stoi będzie złe. I właśnie takie przypadki dopuszcza nasza ustawa antyaborcyjna. Przewidziane są trzy rzadkie, ale tragiczne w swojej istocie przypadki, w których mniejsze zło jest dopuszczone:

1) Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej – w tym przypadku chodzi o ratowanie ludzkiego życia i zdrowia. W wyniku aborcji zginie życie, jednakże brak aborcji mógłby spowodować śmierć matki, a może nawet i matki i dziecka. Dzięki rozwojowi medycyny takie przypadki są na szczęście coraz rzadsze, ale pewnie nigdy nie znikną całkowicie. Wybór powinien być po stronie matki – nie należy nikogo zmuszać do heroizmu i poświęcenia własnego życia. Nie każdy jest świętym, a kto chce nim zostać, niech to będzie jego świadoma decyzja;

2) Ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, czyli najczęściej gwałtu – zgwałcona kobieta nie ma możliwości wyboru, czy chce zostać matką dziecka kogoś, kto ją strasznie skrzywdził. Stąd też tak jak powyżej nie należy jej zmuszać do heroizmu. Uprzedzając pytanie, jestem jednocześnie za surowym karaniem sprawców gwałtów, może nawet łącznie z karą śmierci;

3) Ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu albo nieuleczalna choroba zagrażająca jego życiu – tu sytuacja jest nieco niejednoznaczna. Gdy dziecko ma urodzić się i od razu umrzeć, a jego życie będzie przepełnione bólem i cierpieniem, popieram rozwiązanie, które może tej niewinnej istocie skrócić męki. Jednakże jeśli chodzi o np. zespół Downa, to nieco inna sprawa. Takie dzieci mogą samodzielnie żyć i być szczęśliwe, więc tu ograniczyłbym możliwość aborcji. Oczywiście musiałoby za tym pójść realne wsparcie w opiece nad takimi osobami, bo inaczej fizycznego bólu i cierpienia wprawdzie nie będzie, ale minimum egzystencji też nie.

Mamy zatem ustawę, która uznaje aborcję za zło i nie dopuszcza jej poza wyjątkowymi, naprawdę ekstremalnymi i rzadkimi przypadkami. Jak zatem takie najmądrzejsze rozwiązanie z możliwych można nazwać „kompromisem”? Na szczęście jak pokazują badania opinii publicznej, Polacy w znakomitej części popierają obowiązujący stan rzeczy. To świadczy o ich rozsądku i nie uleganiu ekstremizmom.

Mam pewien żal do obrońców życia, że wyciągnęli temat aborcji z powrotem do debaty publicznej. Uaktywnili bowiem przy tym całe tabuny zaciekłych feministek, które do tej pory siedziały gdzieś w swoich feminotekach i plotły brednie o patriarchalnej opresji zakazującej aborcji pomiędzy debatami o płci kulturowej a organizowaniem pogadanek o jakichś parytetach w zarządach. Dziś niestety kroczą one ulicami miast, a mądra ustawa jest zagrożona „liberalizacją”, gdy jakimś cudem kiedyś radykalna lewica dojdzie do władzy. A szkoda, bo uważam, że nasze rozwiązanie aborcyjne mogłoby stanowić wzór dla innych krajów i być promowane w opozycji do opanowującego świat zachodni „prawa do aborcji”.

Rafał Dawoski
Technokrata, inwestor, biegacz. Człowiek o wielu zainteresowaniach, których wspólnym mianownikiem są życie publiczne i sprawy Polski. Wielbiciel słowa pisanego.