Linia orzecznicza w sprawach kredytobiorców frankowych 2016 i 2017
0 Liked
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Toksyczne kredyty nibyfrankowe

Toksyczne kredyty nibyfrankowe

Dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości, że banki są osobami prawnymi, których działalność jest ukierunkowana na osiąganie zysków. Nie ma też żadnych wątpliwości, że w Polsce nielegalne jest osiąganie zysku z naruszeniem przepisów prawa. Tymczasem, znaczna część banków w celu maksymalizacji swoich zysków dotychczas bezkarnie łamała i nadal łamie przepisy prawne udzielając tzw. nibyfrankowych kredytów hipotecznych. Co więcej, najwyraźniej łamanie tych przepisów jest świadomym działaniem banków. Nie bez powodu bowiem korzystają one z doradztwa najlepszych prawników, którzy z pewnością ostrzegali banki, że ich działania będą sprzeczne z prawem.

Czym jest kredyt nibyfrankowy?

Otóż duża część kredytów hipotecznych udzielonych przez banki opiera się na takim mechanizmie, że bank pożyczył kredytobiorcy ustaloną kwotę złotówek, ale już po zawarciu umowy okazywało się, że kredytobiorca ma oddać zupełnie inną kwotę, wyrażoną tym razem w obcej walucie (najczęściej we franku szwajcarskim). Przy tym wypłata kredytu nastąpiła wyłącznie w złotówkach, spłata kredytu następuje wyłącznie w złotówkach, hipoteka na nieruchomości jest wyrażona wyłącznie w złotówkach, a franki szwajcarskie są jedynie miernikiem wysokości należnych bankowi rat kredytu. Mechanizm ten nazywany jest waloryzacją/indeksowaniem/denominacją kredytu do waluty obcej, najczęściej do franka szwajcarskiego. Dzięki tak skonstruowanej umowie bank może samodzielnie i całkowicie swobodnie określić wysokość zadłużenia dla poszczególnych kredytobiorców. Tym sposobem bank ustala wysokość raty kredytu stosując jedynie wewnętrznie obowiązujące w banku tabele kursowe, oczywiście korzystne wyłącznie dla banku, a kredytobiorcy spłacają raty znacznie zawyżone w stosunku do tych, które powinni spłacać, gdyby umowa kredytowa była zgodna z prawem. I tu jest istota problemu. Kredyty te nie mają nic wspólnego z kredytami walutowymi, a ustalone przez bank zasady ich spłaty są sprzeczne z prawem. Umowa kredytu nibyfrankowego pozwala bankowi jednostronnie decyzować o wysokości długu. Dług ten nie ma nic wspólnego z wysokością udzielonego i wypłaconego kredytu, a na decyzje banku w tym zakresie kredytobiorca nie ma żadnego wpływu. Taki mechanizm przewidywały w szczególności umowy pseudokredytów udzielonych przez banki ponad 2 mln kredytobiorców w latach 2005-2010.

Dlaczego kredyty nibyfrankowe uznawane są za naruszające prawo?

Banki udzielające kredytów nibyfrankowych do wzoru umowy kredytu wpisują nielegalne postanowienia, które na pierwszy rzut oka wyglądają uczciwie, ale w rzeczywistości są nielegalnym, zakamuflowanym mechanizmem mającym przysporzyć bankowi dodatkowych korzyści. Teza ta znajduje potwierdzenie w licznych rozstrzygnięciach urzędów i sądów. Począwszy od rozstrzygnięcia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w dniu 15 maja 2012 roku wpisał do urzędowego rejestru informację, że stosowany mechanizm nielegalnej waloryzacji kredytu do franka szwajcarskiego jest niezgodny z prawem. Potwierdzenie tej tezy zawiera również stanowisko Rzecznika Finansowego, który w opublikowanym w dniu 6 czerwca 2016 roku raporcie stwierdził m.in., że przyjęty przez banki mechanizm odnoszący kredyt do waluty franka szwajcarskiego był i jest nielegalny. Co najistotniejsze również tezę tą potwierdza Sąd Najwyższy, który w wyroku z dnia 22 stycznia 2016 roku (sygn. akt I CSK 1049/14) stanął po stronie kredytobiorców i oddalił skargę kasacyjną banku. Sąd Najwyższy stwierdził w uzasadnieniu wyroku, że zastosowany mechanizm indeksacji do franka szwajcarskiego (w niektórych umowach nazywany waloryzacją) „w sposób oczywisty sprzeczny jest z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta”. Z kolei 8 września 2016 roku Sąd Najwyższy w sprawie o sygn. akt II CSK 750/15 oddalił skargę kasacyjną jednego z banków potwierdzając, że opracowana przez bank konstrukcja indeksacji/waloryzacji jest wadliwa. Widać też już wyraźnie, że sądy niższych instancji przyjmują za swoje najnowsze poglądy Sądu Najwyższego. Jedynie tytułem przykładu wskazać można orzeczenia zapadłe tylko od początku 2016 roku, wszystkie korzystne dla kredytobiorców:

– wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 12 kwietnia 2016 r. (sygn. akt XII C 2718/14),

– wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 19 kwietnia 2016 r. (sygn. akt XVII AmC 2939/14),

– wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dnia 29 kwietnia 2016 r. (sygn. akt VI C 1713/15),

– wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z dnia 23 maja 2016 r. (sygn. akt I C 1293/13),

– wyrok Sądu Rejonowego w Świeciu z dnia 28 czerwca 2016 r. (sygn. akt I C 145/16),

– wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia we Wrocławiu z dnia 19 lipca 2016 r. (VIII C 2064/15),

– wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu z dnia 20 lipca 2016 r. (sygn. akt XIV C 2126/15),

– wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu z dnia 1 sierpnia 2016 r. (sygn. akt XIV C 2227/15),

– wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie z dnia 22 września 2016 r. (sygn. akt I C 352/16).

Co istotne, w dniu 28 czerwca 2016 roku Sąd Rejonowy rozpoznający sprawę dotyczącą takiego kredytu nibyfrankowego wydał wyrok uwzględniający całkowicie roszczenie kredytobiorcy. Sąd potwierdził nielegalność kwestionowanych zapisów w umowie kredytowej o frankach szwajcarskich, jednakże w tej sprawie co równie istotne – bank uznał orzeczenie i nie złożył środka odwoławczego, a jedynie skierował do kredytobiorcy prośbę o wskazanie rachunku bankowego, na który może zwrócić nienależnie pobrane kwoty (wynikające z zakazanego mechanizmu wpisanego przez bank do umowy). Następnie bank przelał całą kwotę wskazaną w wyroku wraz z kosztami procesu i odsetkami.

W mediach nadal cisza, ale pseudofrankowicze nie dają za wygraną

W dniu 7 października 2016 roku w Sejmie RP odbyła się Międzynarodowa Konferencja Stowarzyszeń Konsumenckich „Problemy konsumenta na rynku finansowym”. Celem konferencji była wymiana doświadczeń w zakresie obserwowanych nadużyć wobec klientów banków oraz ich skutków społecznych. W konferencji wzięły udział osoby i instytucje, których autorytet i stanowisko jest szczególnie istotne w kontekście problemów klientów banków, w tym m.in. przedstawiciele Rzecznika Finansowego oraz Prezesa UOKiK i posłowie. Z wypowiedzi uczestników konferencji wynika, że do zmiany aktualnie obowiązujących regulacji prawnych mających istotny wpływ na sytuację frankowiczów jeszcze długa droga. Potrzeba wielkiej odwagi i ogromnej mobilizacji, aby podjąć i wygrać walkę o obronę słusznych interesów frankowiczów, szczególnie że trudno zwalczyć lobbing bankowy. Bez nowej ustawy z kolei, która uwalnia Polaków z finansowych kajdan banków nie można liczyć na sprawne systemowe rozwiązanie nurtujących frankowiczów problemów. Dlatego póki co, ciężar rozwiązania tej sytuacji spoczywa na sądach, w których jest szansa na wykształcenie się korzystnej dla kredytobiorców linii orzeczniczej. Na dzień dzisiejszy w sprawach związanych z kredytami frankowymi sądy są jedyną instytucją, która dysponuje instrumentami prawnymi, aby ochronić interesy kredytobiorców i doprowadzić do wymuszenia na banku zachowania zgodne z prawem.

Anna Wijkowska
Radca Prawny. Uprzednio pracownik Wydziału Obsługi Prawnej ZUS. Miłośniczka literatury, sportu i kontaktu z naturą. Opiekun działu Pomocy Prawnej Papug.pl
  • Fruit

    Zgadzam się w stu procentach, ale ja czasami odnoszę wrażenie, że ,,zwykli ludzie” czasami bardziej myślą przyszłościowo niż politycy i ludzie, którzy względem innych i świata są decydującymi jednostkami. Najprostszy przykład – ekolodzy.

  • Olga

    I tak to się kończy kiedy człowiek bierze kredyt bez dokładnego zapoznania się z nim oraz z sytuacją gospodarczo-finansową. Nie wszystko złote, co się świeci.

  • Malina

    Racja. Sama przez jakiś czas pracowałam jako doradca i wiem jak to wygląda od kuchni strony. W rozmowie z klientem nawet nie mogę być sobą, bo na spotkaniach oraz szkoleniach wciskają skrypty na których trzeba opierać rozmowę z potencjalnym klientem.

    • pędziwiatr

      I to mnie najbardziej wkurza w doradcach – są równocześnie sztywni i wyluzowani – taki amerykański styl, który nie każdemu pasuje. Rozmowę zaczynają od pogody – takie gadki-szmatki, a potem dopiero o konkretach – tracą czas i swój i nasz. Ja tam wolę, żeby nikt, komu zależy na moich pieniądzach nie udawał mojego kolegi.

      • Amanda

        Dlatego lepiej miec doradce ktoremu sie samemu płaci i wtedy mozna od niego wymagac wiecej. Taki doradca ktory niby od nas nie bierze pieniedzy moze nas dopiero drogo kosztowac.

        • Karolina Przepiórka

          W większości tak jest, że im lepsze usługi tym ,,lepsza” i wyższa cena. Specjaliści się cenią.

  • filemon

    Szczerze powiem, że nie rozumiem jak można udzielać kredytów w innej walucie niż ta obowiązująca w danym kraju. Dla mnie to jest totalny bezsens i oczywiste pole do nadużyć. Powinno być w ogóle takie coś zakazane i nie byłoby problemu.

    • Laura

      Mają po prostu inne oprocentowanie porównując co naszych. Ogólnie rzecz biorąc oszczędności na racie mogą wynosić nawet kilkaset złotych. Jest to oczywiście zależne od łącznej kwoty kredytu.

      • Bobi

        Tak, oszczędności na racie są ogromne – ale jak widać, zależne od kursu tej obcej waluty. A kurs waluty zmienia się i ryzyko, że zamiast oszczędności będą straty są ogromne. Właśnie to teraz przerabiamy, jako społeczeństwo.

        • Róża

          Dlatego ja bałabym się brać kredyt w obcej walucie właśnie ze względu na ryzyko nagłej zmiany kursu waluty. Do tego może jeszcze dojść ryzyko straty w przypadku konieczności zbycia nieruchomości, a to już jest tragedią.

          • szym

            No mam nadzieję, że teraz już większość osób nabrała rozumu i zdaje sobie sprawę z tego jakie zagrożenie niesie kredyt walutowy. I już taka sytuacja, jaką mamy obecnie się nie powtórzy – nikt się nie złakomi na niskie raty kredytu walutowego.

          • Lukas

            Niby mówi sie ze madry Polak po szkodzie. Ale jakos ma wraznie ze jak chodzi o pieniadze to ludzie traca caly rozsadek i niewiele sie ucza na błedach swoich i czy tym bardziej cudzych.

          • Fruit

            Może zabrzmi to okropnie, ale czasami to dobrze, że można uczyć się na cudzych błędach.

    • Norek

      Nie byłbym taki radykalny. Kredyty walutowe mają swoje dobre strony, ale według mnie powinny być udzielane tylko firmą, które np. chcą dokonać zakupu w danej walucie. I oczywiście najważniejsze, by to faktycznie był kredyt walutowy, a nie pseudowalutowy.

    • Florian

      Świetnie rozumiem, jak można udzielać. Nie rozumiem, jak można brać takie kredyty. To, że bank chce mi coś „dać”, nie oznacza, że jest to dla mnie dobre. Ale ponieważ oszołomów nie brakuje to efektem jest obecna sytuacja i zamieszanie z frankowiczami.

      • Fruit

        Nie powiedziałabym, że każdy frankowicz to oszołom. Ile ludzi już ma ten kredyt za sobą.

  • Bobi

    Spłaca we frankach, a w jakiej walucie kredyt otrzymał? Bo to chyba jest najważniejsze w rozróżnieniu tych dwóch kredytów.

  • Lukas

    Ja też mam znajomego z kredytem we frankach i niestety facet jest na granicy wytrzymałosci i psychicznej i finansowej. Na raty idzie znaczna czesc pensji. Dla niego powoli zaczyna się robić sytuacja bez wyjscia.

    • Róża

      Szczerze mu współczuję. Czasami życie potrafi nakierować nas na naprawdę okropną czy ciężką do przebrnięcia ścieżkę. Niby sami na nią wchodzimy, ale zbieg okoliczności, pech czy jak kto woli, los, to są dodatkowe elementy, które ingerują w nasze życie. Sama walczę o mieszkanie, więc zdaje sobie sprawę jak to jest być na granicy wytrzymałości.

      • zuza

        No juz nie przesadzajmy ze zwalaniem odpowiedzialności za wzięcie kredytu we frankach na los. To raczej była (nie)świadoma decyzja ludzi, którzy po prostu nie przemyśleli jej, co nie zmienia faktu, że cała wina jest po ich stronie, a nie po stronie fatum, czy losu.

        • Lukas

          No nie wiem czy cała wina jest po ich stronie. Chyba jednak winne sa tez banki które naciagaly klientów na kredy we frankach.

  • Eliza

    Waluta tak, ale już warunki umowę mogą się nieznacznie różnić, co może mieć wpływ na wyrok. Poza tym trzeba by składać pozew zbiorowy aby wyrok sądu mógł objąć swą mocą grupę ludzi, a nie tylko jednostkę.

  • AAluniaa86

    No chyba nie do końca wszystko było uczcie skoro wyroki sądów są na korzyść frankowiczów. A co do dotrzymywania warunków umowy, to jeśli umowa jest nielegalna i stwierdza to sąd, to chyba jasne jest, że taką umowę można a nawet trzeba przynajmniej renegocjować, o ile nie unieważnić.

  • Milena

    A mnie jest bardzo szkoda ludzi, którzy borykają się z frankowym problemem i nie mogą z niego wyjść. Wszelkie ustawy, umowy, kredyty nie powinny być aż tak destrukcyjne.

    • Amanda

      To jest kapitalizm, tu trzeba miec uważac na wszystko bo kazdy chce zarobic i to niekoniecznie uczciwie. Moze to i troche smutne ale nikt za nas nie bedzie o nas myslał.

      • Lukas

        Kapitalizm kapitalizmem ale przeciez nie tłumaczy on nieuczciwych zagrań. Oszustwa zawsze powinny byc tepione a jesli ktos chce zarobic w nieuczciwy sposob powinien trafiac do wiezienia.

    • Eliza

      Owszem, możemy współczuć jednostce, że się uwikłała w taki kredyt, ale gdy państwo staje przed takim problemem musi patrzeć bez sentymentów na daną sytuację. Trzeba szukać rozwiązania, które pomoże ludziom, ale które nie zaszkodzi gospodarce, a w ten sposób całemu społeczeństwu. Nie wolno obarczać wszystkich obywateli problemami kilkuset tysięcy ludzi.

  • szym

    Można to nazywać wiarą i cieszyć się, że ludzie potrafią jeszcze zaufać, a można to nazwać po prostu naiwnością, bo ufanie bankom to szczyt naiwności. Banki robią interesy i tak powinniśmy do nich podchodzić.

    • Fruit

      To zjawisko nie tyczy się tylko i wyłącznie banków, ale i ludzkich relacji. Chyba każdy z nas nie raz, kolokwialnie mówiąc przejechał się (mocno) na drugiej osobie, czy czuł się wręcz oszukany, wykorzystany. I przyznaję rację. I dobrze, i źle. I dobrze, bo są to ludzkie rzeczy, i niedobrze, bo bywają bolesne.

      • Luna

        Co innego ufać ludziom mimo że się na tym zaufaniu człowiek przejechał, a co innego ufać bankom. Bank działa po to by przynosić zysk i dla nikogo przyjacielem nie jest, a ludzie – no cóż – są różni, czasami zawodzą, czasami zaskakują poświęceniem i dobrocią.

        • Fruit

          Może nie sam bank, ale powiedzmy… przedstawiciel bankowy. Jest po to aby był pomocną ręką i dla nas ,,zaufaną osobą” w tym miejscu. Bezpośredni kontakt z człowiekiem jednak budzi emocje i jakąś tam relację. Są ludzie mniej i bardziej podatni. Naiwni i wcale.

  • AAluniaa86

    Ja mam i człowiek ten wcale nie narzeka. Owszem, raty teraz płaci wysokie, ale i tak twierdzi, że mu się to opłacało, bo przez kilka lat płacił naprawdę niskie raty. Może to kwestia tego, że on naprawdę dobrze zarabia i spory wzrost wysokości raty nie stanowił dla niego nigdy problemu.

    • szym

      Czyli ile ludzi tyle przypadków. Dlatego każdy trzeba taki przypadek rozpatrywać oddzielnie i nie można wyciągać pochopnych wniosków i uogólniać.

      • Róża

        Dobrze czytać o tym, że niektórzy jednak radzą sobie z tym kredytem, bo praktycznie zewsząd słyszę i czytam o ciężkości podołania mu. Ale fakt, ile ludzi, tyle przypadków i możliwych rozwiązań.

        • Facet

          Wszystko zależy od tego ile kto zarabia. U niektórych złożyły się dwa niekorzystne czynnika – wzrost ceny franka i zmiana pracy, na gorzej płatną – wtedy ciężko sobie poradzić z zaciągniętymi kredytami. Jeśli natomiast ktoś pracę cały czas ma dobrą i umie pieniędzmi gospodarować to sobie poradzi i nie będzie narzekał.

  • Amanda

    Banki oszukały klientów banki niech płaca. Nie rozumiem czemu miały by banki mieć lepiej niz zywkli ludzie czy firmy?

    • Bobi

      Teoretycznie racja. Tylko że jeśli banki będą nagle musiały wpłacić wielomilionowe odszkodowania, to może zachwiać całym naszym systemem finansowym. Oczywiście nie bronię banków – powinny oddać to co nieuczciwie zarobiły, ale trzeba to przeprowadzić w taki sposób, by nie przyniosło to szkody.

  • ufolek

    Czyli teraz wszyscy frankowicze powinni złożyć pozwy do sądu i opierając się na decyzji Sądu Rejonowego z dnia 28 czerwca 2016 roku powinni wywalczyć pieniądze, którą wpłacili bankom nienależnie. Nie ma na co czekać. Niech teraz banki płacą i płaczą.

    • Bobi

      Jeśli faktycznie teraz sądy zasypią pozwy frankowiczów, to będzie to dość groźna sytuacja dla całego polskiego systemu bankowego. Odszkodowania pochłoną miliony i z pewnością odbije się to negatywnie na całej gospodarce.

      • Kris

        Nic się nie stanie. Kwota zwrotu spereedów ma być ograniczona. Do wyliczeń będzie brany kredyt o maksymalnej wysokości 350 tys. zł. Takie ograniczenie ustalono właśnie ze względu na to by banki nie miały zbyt dużych kwot do zapłaty.

  • Lukas

    To skoro to wina PiS to bardzo dobrze ze wzieli sie za rozwiazanie tego problemu – niech wypija to piwo co sobie nawarzyli.

  • Lukas

    Nie za bardzo rozumiem. To sąd niby wydał wyrok ze bank ma zwrócic koszty kredytobiorcy a rownoecześnie nic się dla frankowiczów nie zmieniło. To co się musi stac żeby sie jednak coś dla nich zmieniło?

    • Eliza

      To jest jednostkowy wyrok. Dotyczy tylko jednego przypadku, a tak naprawdę każdy kredyt nibywalutowy wymaga oddzielnego rozpatrzenia.

  • szym

    Jakim trzeba być hipokrytą, żeby teraz narzekać na banki i jeszcze mamić ludzi, że im się pomoże i ukarze „złe banki”. Czyli tak wygląda „dobra zmiana”?

  • Tomi

    Nawet jeśli to prawda, to nie zmniejsza to winy banków, że dawały ludziom do podpisu umowy niezgodne z prawem i nie zmniejsza to winy ludzi, którzy podpisywali takie umowy, bez zastanawiania się nad możliwymi następstwami.

  • Conor

    Bo na rozgłosie i założeniu czegoś na negatywną platformę pomaga zaskarbić sobie pozytywne relacje. Może trochę nad wyraz i przekoloryzowane z mojej strony, ale ,,wspólny wróg” łączy ludzi. Tutaj tym wrogiem stają się banki.

    • Tomi

      Może i coś w tym jest, ale ja nie mogę pojąc, jak dorośli i wydawało by inteligentni ludzie dają się nabierać, na hasła, że bank robi coś dla swoich klientów. Przecież bank ma zarobić, po to jest założony i na to wszyscy pracownicy tam pracują, i wszystko co bank wymyśli jest po to by ten zarobek był jak największy. Dobro klienta zaś to reklamowy slogan, który jest w ogóle nie brany pod uwagę. A ludzie wierzyli, że banki dają im kredyt „walutowy” z dobrego serca.

    • szym

      No cóż banki na pewno nie są naszymi przyjaciółmi, ale robienie z nich wrogów numer 1, to gruba pomyłka. Kto inny udzieliłby nam kredytu, gdyby nie banki? A kredyty to rozwój. Jednak trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by się nie dać oszukać lub po prostu nie da się naciągnąć.

  • Martini

    Może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że umowy specjalnie są tak pisane, aby przeciętnemu Kowalskiemu utrudnić jej dokładne przeanalizowanie oraz zrozumienie w stu procentach. Chyba większość z nas zdaje sobie sprawę jak sporządzane są umowy i kryją w sobie jakieś słowne zawiłości.

    • AAluniaa86

      Nie raz już było o tym mówione i nawet na papugu nie raz ten temat wypłyną. Nasze prawo jest tak skomplikowane, że przeciętny człowiek nie jest się w nim w stanie połapać. I właśnie ten zwykły Kowalski najwięcej na tym traci, bo zazwyczaj umowy, które podpisuje są dla niego w połowie niezrozumiałe. I nawet nie docieka co tam jest napisane, bo mu się wydaje, że to tak musi być.

      • Fruit

        A ja podejrzewam, że ten przeciętny Kowalski nie chcę przyznać się nawet sam przed sobą, że nie rozumie do końca tego co jest napisane w umowie. Jest to pewnego rodzaju duma.

  • Norek

    To jest bardzo złożony problem. Bo z jednej strony ewidentnie ludzie zostali naciągnięci przez banki, a z drugiej wszystko to było zapisane w umowach, więc teoretycznie ludzie wiedzieli, że tak naprawdę nie biorą kredytu walutowego. Podjęli ryzyko i się przeliczyli. Niemniej pazerność banków i ich brak szacunku dla prawa jest doprawdy przerażający i pora to wszystko ukrócić.

    • Kornelia

      Dlatego w takich rozwiązaniach chyba najlepiej poradzić się kogoś, kto bardzo dobrze obcuje w tym temacie. Ja sama jednak poszłabym do osoby, która się na tym zna, bo jednak mam gdzieś z tyłu głowy czerwoną lampeczkę na tak zwane ,,haki” w umowie, które mogłyby mnie zagiąć. Póki co unikam kredytów jak ognia, ale nigdy nie wiadomo czy zaraz jakiś nie byłby mi potrzebny.

  • Ania

    Niestety nie masz racji. Artykuł mówi o tych kredytach których wysokość zadłużenia nie jest uzależniona od kursu w NBP tylko od widzimisie banku niestety. I to nie jest uczciwe. 2 mln kredytobiorców ma wlasnie takie warunki kredytu co potwierdzają dane publikowane przez RF. A to moim zdaniem jest duża skala i problem społeczny a nie tylko jednostek i bankierów ..

    • Karolina Przepiórka

      Uczciwe nie jest… Gdyby było uczciwe jak w ogólnie przyjętym, dobrze brzmiącym założeniu (bez zważenia na to, że banki same oraz swobodnie określają nam wysokość zadłużenia dla poszczególnych osób, które wzięły kredyt) spłacało się faktyczną wartość w przeliczeniu na waluty to problemu by nie było.

    • Kris

      I rodzi się pytanie, w jaki sposób taki przekręt (bo inaczej trudno to nazwać), przeszedł w cywilizowanym kraj? Gdzie były wszystkie organy nadzorcze, które to mają dbać o dobro obywatela? Gdzie była Komisja Nadzoru Finansowego? A teraz oczywiście zrobił się problem społeczny i znowu społeczeństwo dostanie po tyłku za nie swoje winy.

      • Olga

        A niby kto miałby mieć władzę nad bankiem? Wydaje mi się, że póki co nie znaleziono takiego z taką ,,mocą”.

    • Anka

      Ale widzimisię banków jest jednak ograniczone,przez kurs franka. Nawet jeśli chodzi o spreed to może z nim pokombinować w ograniczonym zakresie. Jest to oczywiście naganne, ale jednak pola manewru aż tak wielkiego jak mówią niektórzy banki nie mają.

  • Paweł Piotr

    Problem z kredytami frankowymi polega na tym, że nawet jeśli ktoś uzna winę banków to próba obciążenia banków odszkodowaniami doprowadzi do załamania się systemu finansowego Polski. Dlatego tylko kompromisowe rozwiązania mogą mięć miejsce gdzie obie strony coś stracą. Wina leży po stronie władz: KNF, NBP, rządy PO i PiS (za lata 2005-2007 kiedy najwięcej takich kredytów udzielono). Nikt nie chciał dostrzegać problemu. Podobnie jak teraz nikt nie dostrzega problemu braku wody w Polsce….

    • Karolina Przepiórka

      Można zauważyć, że banki i nasz rząd po prostu nie chcą widzieć trudnych rzeczy i wszelkich problemów. A jak nie ma dodatkowych problemów to póki co dalej zamiata się wiele spraw pod dywan, aż do momentu kiedy ten będzie za mały na ten cały kurz i bałagan, i po prostu zacznie się spod niego wydostawać w postaci kolejnego lub jeszcze większego problemu.

    • Kris

      Nie sądzę, że system finansowy się załamie. Banki sobie poradzą – zapłacą z kieszeni swoich klientów, czyli właściwie nas wszystkich to obciąży, a po bankach spłynie, jak po przysłowiowej, kaczce.

    • Eliza

      I nadal nikt nie chce widzieć tego problemu. A problemowi trzeba wyjść na przeciw. Zgadzam się, że potrzebny jest tu jakiś mądry kompromis, ale by do niego doszło musi być prowadzony dialog. Póki co, nic nie wskazuje na to, by ten dialog miał zostać nawiązany.

    • Kris

      Ano właśnie. O tym, że grozi nam totalna klęska z powodu braku wody media milczą. Dopiero jak klęska stanie się faktem będzie wielkie załamywanie rąk i płacz. A podobnie jak z kredytami frankowymi, można by o skutkach pomyśleć wcześniej i uniknąć problemu.

      • Fruit

        Najprawdopodobniej nie dotknie to naszego pokolenia, więc obecnie nie zaprząta się tym głowy. Co innego gdyby problem stał już nad nami jak kat.

    • Bobi

      Wina leży po stronie władz, ale to nie władz poniesie konsekwencję swych błędnych decyzji, tylko pojedynczy człowiek, lub też całe społeczeństwo. A ludzie na wysokich stanowiskach, którzy doprowadzili do takiej sytuacji nadal zajmują bezpieczne i dobrze płatne „stołki” i o nic nie muszą się martwić.

      • zły

        Czy to kogoś jeszcze dziwi, że w Polsce ludzie na wysokich stanowiskach mogą robić wszystko bezkarnie? Nikt ich z niczego nie rozliczy. Mogą nadużywać władzy, mogą podejmować głupie i złe decyzje, mogą działać na szkodę społeczeństwa – i mogą się ludziom śmiać prosto w oczy. Są bezkarni.

        • szym

          Ale nie tylko na wysokich stanowiskach. Przecież żaden urzędnik nie odpowiada za błędy, które popełnia na swoich stanowisku – np. za wydanie błędnej decyzji. Żadnych kar, żadnych konsekwencji. Można komuś zrujnować życie i żadne przykrości z tego powodu nie grożą.

        • Fruit

          Mnie to dziwi. A może po prostu nie mogę się z tym pogodzić… Chyba to drugie. Ale fakt faktem, przyjęło się w naszym świecie, że są równi i równiejsi, a wyznacznikiem jest statut materialny i stanowisko jakie się zajmuje.