Ile warte są progi ostrożnościowe
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Ile warte są progi ostrożnościowe?

Ile warte są progi ostrożnościowe?

Problem nadmiernego zadłużenia rządowego państw europejskich jest wciąż aktualny i dotyczy też naszego kraju, co było przesądzone po zniwelowaniu progów ostrożnościowych poprzez tzw. kreatywną księgowość. Działania te zetknęły się z zasłużoną krytyką, mnie jednak zastanawia faktyczna przydatność tych jakże kreatywnie omijanych barier.

Otóż z bliżej nieznanych mi przyczyn za wyznacznik zadłużenia budżetu centralnego uchodzi stosunek rządowych zobowiązań do wartości całkowitego PKB, jakie wytwarza gospodarka rzeczonego kraju. Koncepcja ta jest słuszna jedynie w przypadku państwa będącego właścicielem wszystkich środków produkcji i wytwarzanych za ich pomocą dóbr i usług. Teoretycznie taki kraj mógłby przeznaczyć absolutnie wszystko, co zostało w danym roku kalendarzowym wytworzone w jego granicach na spłatę zadłużenia. Pomijając katastrofalne skutki takiego kroku wątpię w to, że takie państwo kiedykolwiek istniało na tej planecie.

Obecnej RP po skutecznym wydrenowaniu z majątku na drodze prywatyzacji zdecydowanie bliżej jest do drugiego przypadku granicznego, tj. do państwa, którego rząd nie posiada praktycznie żadnych udziałów w gospodarce. W takim przypadku zasadniczym sposobem pozyskiwania środków dla budżetu centralnego są skutecznie egzekwowane daniny. Dwa podstawowe filary, na których opiera się krajowy budżet to opodatkowanie konsumpcji, czyli VAT + akcyza oraz opodatkowanie pracy wykonywanej przez osoby fizyczne. Zestawienie to uzupełnia opodatkowanie tzw. misiów, czyli małych i średnich przedsiębiorstw oraz ew. zyski ze spółek z udziałem skarbu państwa. Te ostatnie są wątpliwe, ponieważ spółki takie potrafią generować straty jak np. PLL LOT. W takich przypadkach budżet centralny aplikuje kroplówkę przedsiębiorstwu, które popadło w tarapaty. Przypuszczam, że jest to główna przyczyna, dla której pewne sektory gospodarki nie zostały i nigdy nie zostaną sprywatyzowane w całości.

Zatem budżet centralny dysponuje głównie tym, co zdoła ściągnąć w postaci opodatkowania osób fizycznych i przedsiębiorstw. Przychody tych podmiotów stanowią pewną część końcowego kosztu produktu lub usługi, czyli tego, co wyraża PKB. Państwo z kolei nie konfiskuje tej puli w całości a jedynie pewną jej część. Gdyby koszty związane z wytworzeniem dóbr stanowiły aż 70% PKB, a państwo zabierało z tego 70% w formie podatków to budżet centralny nie uzyskałby nawet połowy całkowitej wartości PKB. Przypuszczam, że obecna RP konfiskuje środki w wysokości ok. 30 – 40% wartości PKB wytwarzanego na jej terytorium. Ileż w takim razie wart jest próg ostrożnościowy w wysokości 60% PKB, skoro w praktyce oznacza zadłużenie budżetu centralnego na niemal 150% wartości tegoż budżetu?

Absurd ten wynika z wyjątkowo pobłażliwej, a wręcz niedorzecznej metody określania zadłużenia administracji rządowej. To mniej więcej tak, jakby określano zdolność kredytową petenta na podstawie obrotów firmy, dla której człowiek ten pracuje! Na tym tle inicjatywy takie jak licznik długu prof. L. Balcerowicza wyglądają po prostu tragikomicznie. Nie wiedzieć czemu zatroskany profesor idzie po jedynie słusznej linii, czyli utyskuje na wysokie zadłużenie państwa w relacji do PKB. I krytykując rozrzutność rządu nie wspomina nawet słowem o zastosowaniu błędnego modelu, jakby zupełnie nie dostrzegał tego słonia w menażerii. Bez zmiany błędnej metodologii nie może być mowy o jakiejkolwiek naprawie. Finanse publiczne czeka smutny, acz nieuchronny los: bankructwo.

Maciej Wocial
Eurosceptyk, miłośnik historii i dawnej broni palnej. Uważa, że zdrowe ryby płyną pod prąd.