Żołnierze Wyklęci, PiS, Dzień Żołnierzy Wyklętych 2018
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Wyklęty kult wyklętych żołnierzy

Wyklęty kult wyklętych żołnierzy

Józef Amiens

Nie tak dawno mieliśmy okazję obchodzić w Polsce Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, w tym roku obchodzony z szczególnie dużą pompą. Z jednej strony pamięć o żołnierzach powojennego podziemia niepodległościowego coraz bardziej się zaszczepia w naszym kraju. Z drugiej zaś strony coraz częściej przebijają się głosy o niepotrzebnym tworzeniu kolejnego mitu i o tym, że podziemie niepodległościowe to byli w dużej mierze bandyci i zbrodniarze, albo też że walczyli oni o bezsensowną i z góry przegraną sprawę. Czy więc potrzebna jest nam w Polsce taka celebra wydarzeń sprzed siedemdziesięciu lat?

Dla szybkiego przypomnienia: po „wyzwoleniu” Polski przez Sowietów nie wszystkim było po drodze z narzuconą przez nich nową władzą. Większość społeczeństwa po 6 latach wojny i okupacji chciała w miarę normalnie żyć, niezależnie od panującego ustroju. I nie należy nikogo za taki wybór obwiniać. Niemniej byli tacy, którzy nie chcieli lub nie mogli przestać walczyć o niepodległość Polski. Żołnierze, którzy się nie poddali, do około polowy lat 50. prowadzili z władzą walkę zwaną czasami wręcz powstaniem antykomunistycznym. Jak prawie każde powstanie polskie, to także zakończyło się klęską, bo inaczej zakończyć się nie mogło, a większość partyzantów po prostu zginęła w obławie lub w więzieniu. Wraz z nimi ginęły też ostatnie pozostałości po przedwojennej Polsce.

Obecny proces przywracania pamięci żołnierzom niezłomnym stanowi zarówno element sprawiedliwości dziejowej, jak i pewne odreagowanie po latach ignorowania tego tematu. Sprawa bowiem nie dotyczy tylko sytuacji sprzed roku 1989 r., gdy żołnierze antykomunistyczni byli przedstawiani jako bandyci lub pomijało się ich całkowitym milczeniem. Nieciekawie wyglądała również sytuacja po 1989 r., gdyż temat antykomunistycznego podziemia był właściwie nieznany nikomu poza historykami, a oprawcy wyklętych bohaterów nigdy nie zostali osądzeni. Dlaczego tak się działo?

Nie jestem tutaj gorącym orędownikiem teorii spiskowych, jakoby III Rzeczpospolita chroniła celowo ludzi ze starego reżimu na mocy ustaleń z Magdalenki i Okrągłego Stołu. A przynajmniej nie było tak w zakresie pamięci o żołnierzach wyklętych. Często bowiem myśląc o PRL-u traktujemy jego historię jako monolit. A tymczasem Polska Ludowa tuż po wojnie i Polska Ludowa lat 80. to były państwa rządzone zupełnie przez innych ludzi. Oczywiście cały czas był to system zbrodniczy politycznie i bezsensowny gospodarczo, jednakże kaci żołnierzy wyklętych i inni utrwalacze władzy ludowej w większości zostali odsunięci od władzy po odwilży 1956 r., a po 1968 r. wielu z nich znalazło się na emigracji. W latach 90. jeszcze żyli, ale nie zostali nigdy osądzeni, jednak wcale nie dlatego, że ktoś ich jeszcze chronił. Aparat partyjny i esbecki był zainteresowany własnym miękkim lądowaniem i uwłaszczeniem się na przemianach ustrojowych, a nie ochroną nieco zapomnianych wówczas ubeków. Prawda jest dużo prostsza – nikt z elit postsolidarnościowych, które przejęły władzę po 1989 r. nie był zainteresowany tematem żołnierzy wyklętych, ani nawet pewnie nikt nie wiedział, o co w tej sprawie chodzi. W kraju było bardzo wiele spraw, które należało szybko rozwiązać, w tym takich związanych z polityką zagraniczną i gospodarką. Nie udało się nawet sprawiedliwie osądzić żadnej z komunistycznych zbrodni lat 70 i 80. O tym co się działo w latach 40 i 50. nie pamiętał wówczas nikt. Żyjący ludzie, którzy mogli coś o tym wiedzieć, w większości byli na emigracji lub nie byli zaangażowani w życie publiczne. Można powiedzieć, że komunistycznym zbrodniarzom udało się to, co chcieli osiągnąć – żołnierze wyklęci zostali wymazani z pamięci historycznej narodu.

W kolejnych latach temat żołnierzy wyklętych powoli przebijał się do świadomości, głównie dzięki wysiłkom osób prywatnych i historyków, nie na tyle oczywiście, żeby osądzić żyjących jeszcze zbrodniarzy, ale chociaż żeby odnaleźć szczątki bohaterów, upamiętnić ich tablicą lub nazwą ulicy. Wreszcie od 2011 roku możemy 1 marca obchodzić Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, co ciekawe poparty w głosowaniu parlamentarnym przez wszystkie ówczesne opcje polityczne.

Nie jest to więc żadne święto pisowskie, choć niewątpliwie PiS umiejętnie wykorzystuje koniunkturę na żołnierzy wyklętych, żeby budować kolejny narodowy mit. Czy to jest jednak źle? Czy naród nie może mieć swoich mitów? Czy duma ze swojej Ojczyzny ma być ograniczona wyłącznie do otwarcia nowego fragmentu autostrady?

Nie powinniśmy się oburzać na budowanie tego mitu, gdyż w odróżnieniu od innych mitów nie jest on dla narodu szkodliwy. Nie jest oparty na dezinformacji i chorych teoriach jak mit smoleński, nie celebruje zagłady stolicy wraz z jej mieszkańcami jak mit powstania warszawskiego. Opowiada o bohaterach, którzy walczyli do końca wierni swoim ideałom. Oczywiście, jak w każdym micie często idealizuje się postacie żołnierzy wyklętych, zapominając, że były wśród nich także osoby, które dopuszczały się zbrodni. Nie była to jednak skala taka, jak próbują nam to wmówić lewicowe media i ich autorytety, których retoryka w kwestii „faszystowskich bandytów” jest taka sama jak utrwalaczy władzy ludowej z lat 50. Większość zbrodni wynikała z odwetu lub z brutalnej wojennej rzeczywistości. Piętnować oczywiście należy te, które miały charakter czystek etnicznych lub zwykłych działań przestępczych. Na szczęście jednak bardzo daleko nam w tej kwestii do Ukraińców, którzy praktycznie nie mają innych kandydatów na wojennych bohaterów niż zwyrodnialcy i ludobójcy.

Niewątpliwie obecny kult żołnierzy wyklętych może się wydawać przesadzony i pewnie łatwo tu o przekroczenie granicy mitologizowania. Pamiętajmy jednak, że jesteśmy to winni bohaterom, którzy na 70 lat byli skazani na zapomnienie i wymazanie z kart historii. II Rzeczpospolita, od naprawdę trudnych początków, po roku swojego istnienia zdołała uhonorować powstańców styczniowych. III Rzeczpospolita swoich herosów czci dopiero po ćwierćwieczu od odzyskania wolności. Warto więc nadrobić ten stracony dla pamięci historycznej czas.

Józef Amiens
Zawodowo kontroler projektów unijnych i ekspert oceniający wnioski. Naukowo wieloletni doktorant nauk ekonomicznych. Z zamiłowania historyk i obserwator życia publicznego.