problemy energetyki polskiej elektrownie dostawy prądu
Ilustracja: canstockphoto

Strona główna / Zanim zgasną światła… Słowo o energetyce

Zanim zgasną światła… Słowo o energetyce

W ubiegłym roku na skutek fali letnich upałów ogłoszono 20 stopień zasilania. Ten fakt dowodzi, że historia lubi się powtarzać. I potwierdza trafność prześmiewczej sentencji „Bareja wiecznie żywy”. Na tym kończą się żarty, bo grozi nam powtórka z rozrywki.

Korzystając z faktu, że światła jeszcze nie zgasły pozwolę sobie na chwilę refleksji. Krótko mówiąc: tak już było. Jeden z odcinków serialu Alternatywy 4 nosił tytuł „20 stopień zasilania”. Wprawdzie ukazano tam niedomagania sieci ciepłowniczej, ale problem w istocie dotyczy całej infrastruktury energetycznej kraju. Jeżeli tegoroczne lato będzie suche i upalne, to objawi się on pod postacią przerw w dostawie energii elektrycznej. Niski poziom wód w rzekach i ich podwyższona temperatura utrudniają chłodzenie elektrowni. Jak widać to wystarczy by nasza energetyka dostała zadyszki. Ciekaw jestem, czy tak samo jak w roku ubiegłym rząd podałby jako oficjalną przyczynę brak nadwyżki dla nieskompensowanej mocy biernej?

W energetyce rozróżnienie między mocą czynną, bierną i pozorną jest istotne z inżynierskiego punktu widzenia. W Polsce za kompensację mocy biernej u odbiorcy odpowiada zakład energetyczny. Odbiorca płaci jedynie za moc czynną, wyrażoną w kWh i zwykle nie przejmuje się pojęciem mocy biernej. To czyni zeń bardzo wygodną wymówkę na użytek opinii publicznej. Stawiam taką tezę, ponieważ obciążenie o charakterze reaktancyjnym nie wyrosło nam niespodziewanie w ciągu ostatniej dekady. A po stronie elektrowni ta wielkość wlicza się do mocy czynnej na wyjściu turbogeneratora. Toteż ja traktuję takie tłumaczenie jako próbę maskowania niewydolności krajowej energetyki. Dlaczego? Szukając odpowiedzi, warto rozpatrzyć ten problem na drugim końcu kabla.

Dawniej przemysł obciążał sieć indukcyjnością wszechobecnych silników elektrycznych. Dziś na terenach dawnych fabryk stoją biurowce i supermarkety. Silników w nich niewiele, ale jest za to mnóstwo świetlówek z reaktancją pojemnościową. Zatem pojemność zastąpiła indukcyjność, lecz to było oczywiste już na etapie projektu. Jednostka wykonująca przyłącze była zobowiązana zareagować na ten fakt. Ponadto te budynki biurowe są mniej energochłonne od obiektów typowo przemysłowych. Pojemności zagościły też w lokalach mieszkalnych, bo „prąd” podrożał. Na dodatek władze UE zarządziły stopniowe wycofywanie z użytku klasycznych żarówek. Tu sprawa troszkę się komplikuje. Jednak jest światełko w tunelu. Szukający oszczędności konsumenci zezłomowali także pożerające energię lodówki, telewizory i pralki. Natomiast rozwój urządzeń mobilnych zepchnął klasyczne komputery klasy PC na boczny tor. Dziś ceni się mobilność, efektywność i niski pobór mocy.

Obok likwidacji przemysłu i zmiany przyzwyczajeń konsumentów warto odnotować też redukcję zapotrzebowania dużego odbiorcy, jakim było Wojsko Polskie. W każdej poważnej armii obowiązują specyficzne normy zużycia materiałów eksploatacyjnych. Krótko mówiąc: prąd ma być i basta! Jeśli trzeba wybudować dodatkową elektrownię nuklearną dla zasilenia aparatury – to się ją buduje! Za przykład niech posłuży elektrownia w Czarnobylu, zbudowana w pobliżu anten radarowych systemu Duga. Oczywiście obecne WP jest jedynie swoim własnym cieniem i nie prowadzi podobnych projektów. Mogę się tylko domyślać tego, jak wielkim obciążeniem dla krajowej energetyki było funkcjonowanie LWP przed 1989 r..

Generalnie moc bierna nadal jest obecna w systemie, lecz zmienił się jej charakter. Jej kompensacja jest wskazana, ale cóż z tego jeśli zyskamy na tym ledwie kilka procent mocy?  Moim zdaniem dalece istotniejsze dla ogólnego bilansu energetycznego są ewidentne oszczędności w zużyciu energii. To po społu skutek przemian ustrojowych i rozwoju techniki. Nasuwa się tu pytanie: czemu mimo wspomnianych oszczędności krajowa energetyka nadal nie jest w stanie zapewnić ciągłości dostaw? Przecież to obraz kompletnej klęski! Oficjalnie PRL był czarną dziurą w środku Europy. A teraz mamy tu „zieloną wyspę”. Sęk w tym, że mleko i miód tędy nie płyną. Być może też przestanie płynąć prąd. Jakie bajki na dobranoc usłyszymy od rządowych oficjeli, gdy już zgasną wszystkie światła?

Maciej Wocial
Eurosceptyk, miłośnik historii i dawnej broni palnej. Uważa, że zdrowe ryby płyną pod prąd.